piątek, 14 czerwca 2013
A miało być spokojne lenistwo...
Poszedłem z psiną na łąkę. Psina kopała dołek a mnie się nic nie chciało. I tak doszło do wydarzeń zanotowanych na obrazku. To jest krwawiący prawdą realizm. A słońce spiskuje tego lata.
czwartek, 23 maja 2013
Megapiórnik
Od pewnego czasu zaniedbuję wszystkie możliwe blogi... z powodu przeciągającego się remontu.
Ale od czasu do czasu zdarza się przerwa w robotach wymuszona czymś... A czasami potrzebuję jakiegoś akcesorium.
Tak było tym razem.
Jakiś czas temu kupiłem drewniane pudełko na ołówki i takie tam. Po wsypaniu zapasu narzędzi rysujących do środka okazało się, że mogę znaleźć najwyżej 15 a te leżące pod spodem równie dobrze mogłyby leżeć w łazience za wanną.
Udoskonaliłem pudełko: skleiłem z listewek kratkę, w którą wsadziłem kredki i ołówki.
Jak tylko ołówek zestrugałem tak, że był krótszy niż poziom kratki - wpadał do środka... a wtedy trzeba było wyjąć wszystko, żeby się do niego dostać i od nowa powtykać w kratkę.
A jeśli z jakiegoś powodu ruszałem pudełko z ołówkami z miejsca, to ołóweczki i kredki się przechylały w pudełku ukośnie... i wszystkie wpadały pod kratkę ze skutkiem jak wyżej.
Zwykłe kubki na ołówki zabierały zbyt wiele miejsca na stole.
Musiałem zrobić coś nietypowego... o bardzo dużej pojemności. Taki megapiórnik na ciężkie zadania...
Programowo nie cierpię słów na "mega-". Za wyjątkiem megabajtów i megaherców oraz megawatów, gdzie ten przedrostek wydaje mi się jakoś uzasadniony.
Tym razem jednak sytuacja wymusza użycie takiego ekstremalnego słownictwa, bo miało powstać coś na 200-300 kredek, ołówków, piórek i innych pisadeł. Miało to być tanie i działające... niczym kałasznikow.
Kupiłem 3 sztuki rurek PVC z cienkimi ściankami, w dwóch średnicach, stosowny do nich klej, wyjąłem nożyk i zacząłem siekać.
Pocięte kawałki różniły się długością o milimetry - w końcu to nie fabryka... dlatego sklejałem je stawiając na czyms równym, żeby przynajmniej z jednej strony trzymały poziom.
Ilość kawałków w rzędzie odmierzyłem wkładając toto do skrzynki...
Po sklejeniu zostało kilka sztuk, które nie weszły. Jedną zabrała Puma a drugą Nana... Trudno powiedzieć, czy lepiej bawiła się kocica czy psina, ale na pewno się nie zmarnowały.
W każym razie nie było ryzyka, że coś wpadnie pod rurkosegregator, który leży na dnie skrzynki.
Całość na razie działa... a reszta się dopiero wydarzy...
czwartek, 20 grudnia 2012
Miś Śnież - Portret Majestatyczny
Od dawna zbierałem się do namalowania portretu Misia Śnieża - jednak ze względu na rangę Osobistości trudno było mi się podjąć tego zadania, które wymagało nie tylko długich studiów nad strojem i mistyką Tej Osoby ale równiez utrzymania odpowiedniego nastroju przez czas dłuższy. Śnież to wyjątkowa postać naszych czasów, z którą kojarzona będzie cała era. Wspaniały pluszak z wielką charyzmą, który w zasadniczy sposób wpłynął na losy i porządek dzisiejszego świata.
Ktos może powiedziac, że wcale tego nie zauważył... Takiego człowieka można tylko odesłać do nauki - niech przeczyta Wspaniały Poemat Juliana Tuwima pt. Pan Maluśkiewicz i wieloryb : to napisane o takich jak on.
Powiedzmy sobie jasno: są osobistości zbyt wielkie, by je po prostu zauważyć a przy tym zbyt skromne, by się narzucać.
W hołdzie Misiowi składam Wronny Portret wzorowany na szczytowych osiągnięciach tego gatunku malarstwa majestatycznego...
Na wypadek, gdyby ktoś nie posiadł odpowiedniej wiedzy z historii sztuki, przedstawiam opis tego dzieła tworzonego przez długi czas w trudzie i znoju dla pokrzepienia serc.
Portret namalowano akwarelą na papierze Canson, w formacie 25x25cm, z cynobrową sygnaturką autora i tytułem nawiązującymi do tradycji japońskiej. Przedstawia Misia Śnieża w postawie majestatycznej, jadącego na Kobaltowej Wronie poprzez granice zdrowego rozsądku. Miś trzyma w łapce swój nieodłączny atrybut symbolizujący Jego władzę nad Wyspą, Wroną i Rzeczywistością - to wędzony kabanos. Ze względu na rozmiar dzieła nie da się ustalić producenta kabanosa. Mis ubrany jest skromnie ale stylowo: w swój zwykły płaszczyk ulubionej przez niego firmy Endo, niebieskie spodenki, czerwone skarpetki i apaszkę. Nie używa siodła ani uzdy, gdyż Jego panowanie nad światem nie wymaga gadżetów i zewnętrznych symboli władzy. Kobaltowa Wrona na tę okoliczność przybrała postać dumną i ogólnie bardziej dosłownie wroniastą niż zwykle. Po tamtej stronie, na którą razem śmiało podążają - jest Sklepik z Niepotrzebnymi.
Ktos może powiedziac, że wcale tego nie zauważył... Takiego człowieka można tylko odesłać do nauki - niech przeczyta Wspaniały Poemat Juliana Tuwima pt. Pan Maluśkiewicz i wieloryb : to napisane o takich jak on.
Powiedzmy sobie jasno: są osobistości zbyt wielkie, by je po prostu zauważyć a przy tym zbyt skromne, by się narzucać.
W hołdzie Misiowi składam Wronny Portret wzorowany na szczytowych osiągnięciach tego gatunku malarstwa majestatycznego...
Na wypadek, gdyby ktoś nie posiadł odpowiedniej wiedzy z historii sztuki, przedstawiam opis tego dzieła tworzonego przez długi czas w trudzie i znoju dla pokrzepienia serc.
Portret namalowano akwarelą na papierze Canson, w formacie 25x25cm, z cynobrową sygnaturką autora i tytułem nawiązującymi do tradycji japońskiej. Przedstawia Misia Śnieża w postawie majestatycznej, jadącego na Kobaltowej Wronie poprzez granice zdrowego rozsądku. Miś trzyma w łapce swój nieodłączny atrybut symbolizujący Jego władzę nad Wyspą, Wroną i Rzeczywistością - to wędzony kabanos. Ze względu na rozmiar dzieła nie da się ustalić producenta kabanosa. Mis ubrany jest skromnie ale stylowo: w swój zwykły płaszczyk ulubionej przez niego firmy Endo, niebieskie spodenki, czerwone skarpetki i apaszkę. Nie używa siodła ani uzdy, gdyż Jego panowanie nad światem nie wymaga gadżetów i zewnętrznych symboli władzy. Kobaltowa Wrona na tę okoliczność przybrała postać dumną i ogólnie bardziej dosłownie wroniastą niż zwykle. Po tamtej stronie, na którą razem śmiało podążają - jest Sklepik z Niepotrzebnymi.
środa, 12 grudnia 2012
Bear Grylls - Outdoor: Pasja i Przygoda. Recenzja
Autor: Bear Grylls
Ilość stron: 253
Wydawnictwo: Pascal
Jestem sarkastycznym typem o coraz bardziej zasadniczym spojrzeniu na rzeczywistość... i uważam, że nie wystarczy być w mediach, żeby być kimś... jak również mam świadomość, że sława szybko mija. Stąd mam zwyczaj stawiania niewygodnych pytań w rodzaju: co ty, człowieku, robisz w telewizorze? Po jakiego grzyba napisałeś tę książkę? Z czego właściwie jesteś znany?
Zazwyczaj też nie oczekuję wiele po książkach pisanych przez celebrytów, osobowości telewizyjne i różnych takich ludzi, którzy piszą, żeby do sławy z pierwszej strony gazetki czy pudelka dodać sobie dumnie brzmiące: Pisarz.
Nie oczekuję też, że każdy, kto coś przeżył - będzie umiał o tym atrakcyjnie opowiadać, bo as myśliwski z II wojny światowej uczył się przede wszystkim strącania samolotów a mistrz survivalu - przeżycia w trudnych warunkach. Snucie historii to sztuka całkiem odrębna.
Z tego powodu do książki Gryllsa podchodziłem dość sceptycznie, zwłaszcza, gdy dowiedziałem się, że autor sam zmienił swojskie imię Edward na groźne, trącące puszczą: Bear.
A mimo tych wszystkich uprzedzeń Grylls mnie podbił. Nie jako pisarz. Powiedzmy sobie szczerze - Outdoor - Pasja i Przygoda to nie jest literatura piękna, prędzej katalog fajnych zajęć. Grylls ma talent do zarażania swoją pasją, ale nie udaje gawędziarza. Gdybym miał zgadnąć, dlaczego pisze książki, powiedziałbym, że lubi się dobrze bawić i wciągać w to innych, nie pozuje na Wielkiego Literata. Te ćwierć tysiąca stron wypełnił przeglądem swoich przyjemności... i wyszło mu średnio po cztery strony na każdą, bo on lubi wszystko, co robi się poza domem, w ruchu i z dawką adrenaliny.
Outdoor: pasja i przygoda nie jest podręcznikiem survivalu, chociaż bywa tak reklamowana. To raczej wstęp do wszelkich takich podręczników: przypomnienie, ile radości możemy wyciągnąć z wędrówki na przełaj, z puszczania latawców (z przeglądem całego bogactwa form i tradycji uwzględniającym np. kitesurfing), z rzeki, gór, śniegu - czyli wszystkiego tego, na co zazwyczaj w dorosłym życiu brakuje nam czasu. Grylls przedstawia każdą dziedzinę, jakiej spróbował, podaje garść niezbędnych informacji o tym, jak zacząć i na co uważać... i trzeba przyznać, że próbował wielu rzeczy a niektóre z nich mają specyficzny smak, jak na przykład zrobienie sanek z żeber jaka, który padł podczas ciężkiej syberyjskiej wyprawy. Pisze lekko i z entuzjazmem - tytuł tej książki właściwie mówi wszystko: opowiada ona o pasji do przygód, która czasem popycha na Mt. Everest a czasem do wyprawy po najbliższej okolicy, ale w sposób do tej pory jeszcze nie wypróbowany .
To pozycja dla tych, którzy w dzieciństwie wskakiwali w każdą kałużę, zamiast ją omijać tak, jak mama kazała... dla tych, którzy włazili boso na drzewa, wsadzali nos w każdą interesującą dziurę (jesli jakaś dziura nie jest interesująca - to znaczy, że człowiek zapomniał, co to takiego: zabawa), dla niegdysiejszych miłośników zabawy w Robin Hooda i Indian, inaczej mówiąc dla ludzi ciekawskich i entuzjastycznie podchodzących do życia. Albo zamierzających nabrać takiego podejścia i szczerze zastanawiających się, od czego zacząć. Autor nie udaje bynajmniej wiecznego chłopca, który nigdy nie wyrósł z piaskownicy - podkreśla, że wielką zaletą tych wszystkich zajęć jest możliwość robienia ich z własnymi dziećmi, odpowiedzialność za nie i dzielenie się dobrymi przeżyciami. Nie przypadkiem Grylls jest naczelnikiem brytyjskiej organizacji skautowej.
Jak mówią: dzieci dzielą się na czyste i szczęśliwe. Edward Bear Grylls napisał książkę o tym, jak jako ojciec być szczęśliwym dzieckiem do późnej starości.
Zabawa jest sprawą zbyt ważną, żeby rezygnować z niej, kiedy wreszcie stać nas na duże zabawki.
A książkę otrzymałem od wydawnictwa Pascal... i szczerze za nią dziękuję. To nie tyle pozycja do przeczytania, co do wykonania w praktyce. Właśnie w oparciu o nią układam plany na wakacje. Twarda okładka, zdjęcia i rysunki są w takich publikacjach standardem... ale coś mi mówi, że solidność tej książki będzie atutem w podróży...
niedziela, 9 grudnia 2012
czwartek, 6 grudnia 2012
Nana i Fizyka Psa
Działo się ostatnio sporo... chociaż niewiele w rysunkach. Ale np. "Yuki i Kaze" opublikował "Konspekt" razem z obrazkiem pokazującym tańczącą Yuki... A ja ostatnio mnóstwo czasu spędzam z Naną. Głównie na spacetach ale w dużej mierze badam na nich rozmaite aspekty Psiej Osobowości... głównie aspekty fizyczne, bo pies jest zbyt konkretny, by zawracać sobie głowę resztą. I stąd pomysł "Fizyki Psa", do której rysuje teraz około setki obrazków tłumaczących co poważniejsze psie fenomeny, takie jak Zasada Zachowania Szczeku czy Pieselencja... A Nanusia mi w tym pomaga, dlatego rysuję sporo jej portretów.
piątek, 9 listopada 2012
Yuki i Kaze - Próba ilustracji
Yuki i Kaze lada moment ukaże się w poważnym piśmie literackim... i z tego powodu zebrałem się wreszcie do próby zilustrowania tej historii... Będzie przymiarka do ilustracji całego cyklu "Z mgły i śniegu", bo tak mi się marzy, żeby to był artbook a nie tylko zbiór opowiadań. Planuję jeszcze kilka wersji, bo ciągle szukam właściwego stylu....
Subskrybuj:
Posty (Atom)