wtorek, 25 czerwca 2013

Wróble animowane

Dla zabawy i odpoczynku spróbowałem zanimować swój własny obrazek. Nieprofesjonalnie ale z przyjemnością.
Zdaje się, że trzeba zapisać to u siebie, żeby ruszało się lepiej...

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Deadly cross-over

Kiedyś bawiliśmy się w Indian. Dzisiaj dzieci bawią się grami... a może by tak cross-over?

czwartek, 20 czerwca 2013

Rysowane dla siebie

 Siedziałem sobie i paciałem po kartce tym, co leżało na stole. I jakoś tak narysowałem kilka dziewczyn.
Może dziewczyny trzeba paciać?

poniedziałek, 17 czerwca 2013

W czym jeziora są lepsze od kałuży?

 Dawno temu w Anglii żyli sobie trzej panowie : William Wordsworth (1770-1850), Samuel Taylor Coleridge (1772-1834) i Robert Southey (1774-1843).
Panowie upodobali sobie Krainę Jezior czyli Lake District... bo im tamtejszy krajobraz pasował do gustu poetyckiego. A ponieważ sporo pisali o pięknie przyrody i w ogóle nieźle radzili sobie ze słowem - nazwano ich poetami jezior.
No i ładnie... ale tak sobie myślę: łatwo być poetą jeziora - jezioro trudno przegapić, nigdzie sobie nie pójdzie podczas pisania długiego poematu i do tego każdemu zaimponuje taka duża rzecz. Jak jeszcze wokół jeziora są góry, to Sztuka sama się robi: pójdziemy rano na spacer i mamy efektowny poranek, zasiedzimy się do wieczora to mamy cudny zachód słońca i katar... tyż cudny i pociągający.

A ja się zapytam: dlaczego kałuża ma być gorsza od jezior? Bo mała i szybko znika? Ludzie też znikają i bywają kurduplami... Zadumać mi się nad kałużą - ale już!




sobota, 15 czerwca 2013

Projekt: Sisters

Chodzi mi po głowie historia dwóch sióstr - bliźniaczek. Joaśka jest zwyczajna... i to ona opowiada historię swojej denerwującej siostry Kaśki. Kaśka ma dzikie pomysły, jest fanką survivalu, łazi po drzewach, strzela z łuku (nawet wygrała jakieś zawody), bawi się w Tarzana, żeby sobie spokojnie poczytać gdzieś na sośnie, trenuje karate, mimo wygranej olimpiady polonistycznej upiera się, że będzie zawodową kucharką i otworzy barek z grochówką obok domu... a czasami ni z tego ni z owego zachowuje się całkiem normalnie. Inaczej mówiąc - nigdy nie wiadomo, z czym wyskoczy. Dawniej była zwyczajna - wszystko zmieniło się, kiedy zachorowała. Po kilku latach spędzonych w szpitalach wróciła do zdrowia... i zdziczała, bo postanowiła żyć na pełnych obrotach wychodząc z założenia, że szkoda każdej chwili. Miała do tego idealne warunki, bo rodzina przeniosła się na wieś - najpierw tata kupił stary dom z ogrodem w małej wsi z planem przebudowania go na domek letniskowy a potem stracił pracę, firmę i całą resztę, musieli sprzedać mieszkanie i zamieszkać w nim na stałe. Joaśka zniosła to kiepsko, bo przeprowadzka zbiegła się z powrotem siostry do domu i zdrowia (oraz ucieczką od zdrowych zmysłów). Do tego nowa, całkiem inna szkoła... inny świat... i ciągłe wyskoki szalonej siostry biźniaczki. A kiedy Joaśce wpadł w oko jeden z kolegów ze szkoły - Kaśka złapała go na lasso i podarowała siostrze związanego w worku... Inaczej mówiąc: życie stało się trudniejsze.
A na obrazku - Kaśka.

piątek, 14 czerwca 2013

A miało być spokojne lenistwo...

 Poszedłem z psiną na łąkę. Psina kopała dołek a mnie się nic nie chciało. I tak doszło do wydarzeń zanotowanych na obrazku. To jest krwawiący prawdą realizm. A słońce spiskuje tego lata.

czwartek, 23 maja 2013

Megapiórnik

Od pewnego czasu zaniedbuję wszystkie możliwe blogi... z powodu przeciągającego się remontu.
Ale od czasu do czasu zdarza się przerwa w robotach wymuszona czymś... A czasami potrzebuję jakiegoś akcesorium.
Tak było tym razem.
Jakiś czas temu kupiłem drewniane pudełko na ołówki i takie tam. Po wsypaniu zapasu narzędzi rysujących do środka okazało się, że mogę znaleźć najwyżej 15 a te leżące pod spodem równie dobrze mogłyby leżeć w łazience za wanną.
Udoskonaliłem pudełko: skleiłem z listewek kratkę, w którą wsadziłem kredki i ołówki.
Jak tylko ołówek zestrugałem tak, że był krótszy niż poziom kratki - wpadał do środka... a wtedy trzeba było wyjąć wszystko, żeby się do niego dostać i od nowa powtykać w kratkę.
A jeśli z jakiegoś powodu ruszałem pudełko z ołówkami z miejsca, to ołóweczki i kredki się przechylały w pudełku ukośnie... i wszystkie wpadały pod kratkę ze skutkiem jak wyżej.
Zwykłe kubki na ołówki zabierały zbyt wiele miejsca na stole.
Musiałem zrobić coś nietypowego... o bardzo dużej pojemności. Taki megapiórnik na ciężkie zadania...

Programowo nie cierpię słów na "mega-". Za wyjątkiem megabajtów i megaherców oraz megawatów, gdzie ten przedrostek wydaje mi się jakoś uzasadniony.
Tym razem jednak sytuacja wymusza użycie takiego ekstremalnego słownictwa, bo miało powstać coś na 200-300 kredek, ołówków, piórek i innych pisadeł. Miało to być tanie i działające... niczym kałasznikow.

Kupiłem 3 sztuki rurek PVC z cienkimi ściankami, w dwóch średnicach, stosowny do nich klej, wyjąłem nożyk i zacząłem siekać.

Pocięte kawałki różniły się długością o milimetry - w końcu to nie fabryka... dlatego sklejałem je stawiając na czyms równym, żeby przynajmniej z jednej strony trzymały poziom.


Ilość kawałków w rzędzie odmierzyłem wkładając toto do skrzynki...

 

Po sklejeniu zostało kilka sztuk, które nie weszły. Jedną zabrała Puma a drugą Nana... Trudno powiedzieć, czy lepiej bawiła się kocica czy psina, ale na pewno się nie zmarnowały.



W każym razie nie było ryzyka, że coś wpadnie pod rurkosegregator, który leży na dnie skrzynki.


Całość na razie działa... a reszta się dopiero wydarzy...