wtorek, 29 października 2013

NieDoRzeczna Rzecz o powrocie do RZECZywistości czyli: co tak rzadko?

Przez ostatni rok zaglądałem tu tak rzadko, że sam nie wiedzialkem, czy jeszcze żyję. Powód miałem poważny. Od lutego trwał remont naszej norki. Z przerwami ale za to dosyć intensywnie, dzięki czemu zarzuciłem większość czynności życiowych.
Na szczęście udało mi się coś w tej dziedzinie osiągnąć a ostatnio skończyłem pracownię. Meble do niej to osobna pieśń, i opowiem o tym jak w "Nie kończącej się opowieści" czyli innym razem.
Na początku ściany były "ocieplone" przez poprzednich mieszkańców poprzez przyklejenie styropianu oklejonego tapetą. Nie mieliśmy sił tego ruszać, więc po prostu pomalowalismy ściany i tę tapetę.
Już odetchnęlismy z ulgą, gdy cała ta tapeta pod wpływem mokrej farby zjechała do połowy ścian. A styropian trzymał się w kupie dzięki niej, zatem zaczął się odchylać od pionu... i spadać. Po upadku styropianu było tak:



Cóż, trzeba było go wyrzucić. Potem Ilonka swoimi małymi łapkami zrobiła tynk strukturalny na ścianie... i malowaliśmy jeszcz raz.


Potrzebowaliśmy sporo półek na książki i takie tam... zdecydowaliśmy się na stary, dobry system półek magazynowych - bo to i mocne i całkiem ładnie wykończone... a do pracowni taki przemysłowy styl pasuje.
Tyle, że nie ma regałów magazynowych o głębokości 20 cm, więc wszystkie poziome elementu musiałem ciąć szlifierką kątową z tych długich... a potem skręcać śrubami... i regulować, żeby toto stało prosto. Niech Bóg ma w swej opiece wynalazcę elektrycznego śrubokręta, bo uczynił ten człek rzecz dobrą i godną błogosławieństwa.


W międzyczasie Ilonka pomalowała półki na rudo... tyle, że musiałem w każdej półeczce podciąć narożniki, bo inaczej przeszkadzały śruby łączące całość konstrukcji. Przy okazji urwałem sobie pazur piłą elektryczną trzymając piłę i deskę wbrew zasadom rozumu. Znak to, że niedaleko pada jabłko od jabłoni, albowiem dawno temu mój tata stracił palec pokazując pracownikom JAK NIE NALEŻY trzymać drewna na heblarce. Lekcję zapamiętali dobrze, gdyż nikomu w jego firmie nie urwało palców - poza nim samym. 
Ale zamilczmy o tym i przejdźmy do książek. Podczas gdy ja oddawalem się hedonistycznej przyjemności malowania "Małego Łeee!" - Ilonka przeniosła książki... odkurzając je wszystkie. Był to heroiczny wysiłek: zajęły 12m.kw. półek. 
Potem długo montowałem mebelki do pracy, co jest zgoła osobną opowieścią... i wreszcie przedwczoraj wziąłem się za przenoszenie komputera. 
Walczyłem z kablami niczym Laokoon i byłem blisko klęski... ale wreszcie się udało.
Mam pracownię.


I tylko jedna rzecz mnie nurtuje: do czego są te wszystkie zasilacze? Przecież dawniej one coś robiły? żarły jakiś prąd?

wtorek, 10 września 2013

Romantycznie i wakacyjnie.

Wakacje się skończyły a ja od kilku miesięcy nie uzupełniam bloga, bo robię generalny remont. O remoncie jeszcze coś napiszę później. Póki co talent się we mnie przelał po wakacjach: dwa tygodnie śpiewaliśmy "Monikę, dziewczynę ratownika", a teraz po powrocie przyszło zmienić nutę na bardziej nostalgiczną.
Imię Monika... Monika... Monika...
to jest sen ratownika...
przy którym plaże zamknięte są.

A ja chodzę po plaży...
kąpiel w morzu się marzy
mnie i tłumowi dusz...
Kąpmy się już!

Imię Monika... Monika... Monika...
flaga czarna nie znika...
a ratownik śni o niej i śpi...

A tłum stoi nad wodą...
ludzie chcą a nie mogą
wejść do wody
i robić plusk!

Imię Monika... Monika... Monika...
czemu ten koszmar nie znika?
koniec urlopu tuż-tuż...

Ja chcę pływać po falach
lecz mi wciąż nie zezwala
ten przeklęty ratownika sen!
w ostatni urlopu dzień.

Imię Monika... Monika... Monika...
a... mam gdzieś ratownika.
idę kąpać się.

Może porwą mnie fale
jeśli tak - doskonale
zakończę z życiem urlop ten.
I już.

czwartek, 27 czerwca 2013

Małe Łeeeee!

 Wciąga mnie praca nad światem Małego Łeeeeee! autorstwa p. Kamili Waleszkiewicz...
Będzie sporo różnych postaci w ruchu, akcja i tym podobne... bardzo przyjemnie się to wymyśla i maluje. Ale kiedy sobie oglądam własne plansze - nijak nie przypominają kolorowanek czy Disneya. Od razu wyjaśniam: nie chcę, żeby przypominały. No i co to będzie?


wtorek, 25 czerwca 2013

Wróble animowane

Dla zabawy i odpoczynku spróbowałem zanimować swój własny obrazek. Nieprofesjonalnie ale z przyjemnością.
Zdaje się, że trzeba zapisać to u siebie, żeby ruszało się lepiej...

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Deadly cross-over

Kiedyś bawiliśmy się w Indian. Dzisiaj dzieci bawią się grami... a może by tak cross-over?

czwartek, 20 czerwca 2013

Rysowane dla siebie

 Siedziałem sobie i paciałem po kartce tym, co leżało na stole. I jakoś tak narysowałem kilka dziewczyn.
Może dziewczyny trzeba paciać?

poniedziałek, 17 czerwca 2013

W czym jeziora są lepsze od kałuży?

 Dawno temu w Anglii żyli sobie trzej panowie : William Wordsworth (1770-1850), Samuel Taylor Coleridge (1772-1834) i Robert Southey (1774-1843).
Panowie upodobali sobie Krainę Jezior czyli Lake District... bo im tamtejszy krajobraz pasował do gustu poetyckiego. A ponieważ sporo pisali o pięknie przyrody i w ogóle nieźle radzili sobie ze słowem - nazwano ich poetami jezior.
No i ładnie... ale tak sobie myślę: łatwo być poetą jeziora - jezioro trudno przegapić, nigdzie sobie nie pójdzie podczas pisania długiego poematu i do tego każdemu zaimponuje taka duża rzecz. Jak jeszcze wokół jeziora są góry, to Sztuka sama się robi: pójdziemy rano na spacer i mamy efektowny poranek, zasiedzimy się do wieczora to mamy cudny zachód słońca i katar... tyż cudny i pociągający.

A ja się zapytam: dlaczego kałuża ma być gorsza od jezior? Bo mała i szybko znika? Ludzie też znikają i bywają kurduplami... Zadumać mi się nad kałużą - ale już!