Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzieci. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 marca 2015

Kraina Zapomnianych Zabawek - Bartek i Chlorofil nadchodzą

 Pracuję dość intensywnie nad "Krainą". Na zaostrzenie apetytu wstawiam kilka obrazków do tej historii.

Trąbalski jest barmanem w hotelu "Pod Psem" i właścicielem miejscowego składu porcelany. 



Dmuchany Wieloryb pochodzi z Importu (to taki port niedaleko Ex-portu) a na tym obrazku toczy walkę z Bratkiem. Było nie tyle gorąco co mokro.








Romantyczny Puchacz w poszukiwaniu Miłości studiuje bibliotekę romansów aby odnaleźć Sowę swego serca - piękną, tajemniczą i pierzastą.


A więcej to już chyba w książce...





piątek, 30 stycznia 2015

Mamrotek kontratakuje!

Bezczelne kocisko jakimś cudem skłoniło Naszą Księgarnię do wydania książki na swój temat.
Jak On to zrobił? Nie wiem.
Podejrzewam, że doszło do użycia przemocy i pazurów, ewentualnie Kocich Technik Przymusu Bezpośredniego (takich jak leżenie na stole i spanie z wyrzutem na mordce, ewentualnie odmowa mruczenia). W każdym razie połączonymi siłami Kacpra Dudka i moimi zdołaliśmy zanotować to, co Kot miał do powiedzenia na Swój Temat a Wydawnictwo Nasza Księgarnia wydało nasze zapiski.

czwartek, 23 stycznia 2014

Kwestia zamku

Rysuję przygody rycerzyka Piotrusia i co trochę spotykam dość frapujące problemy.
Na przykład: jaki jest zameczek Piotrusia?
Disneyowski ale nie przesadzony?
Bardziej podobny do małych zamków w Małopolsce?

Rozbujany?

Ciag dalszy nastąpi...

sobota, 16 listopada 2013

Małe Łeee! - jak powstawały postaci.

Kiedy robię historię o dzieciach i dla dzieci to zazwyczaj nie wiem, czy mam robić "portret", czy zupełnie odjechaną fantazję... ostatecznie w pośpiechu wybieram na wyczucie i maluję.
Mniej więcej tak było z "Małym Łeee!" - mialem tyle różnych i sprzecznych ze sobą pomysłów, że rozwinąłem ten, który pierwszy mi się ładnie namalował.
Lubię malować dzieci przy zabawie ale zawsze mam wrażenie, że jestem za bardzo realistyczny i serio.


W tej sytuacji zamierzałem początkowo samego głównego bohatera potraktować inaczej.
Małe Łeee! po prostu się drzeeeeeeee! i to jest właściwie jedyne, co o nim wiadomo. Na dobrą sprawę nie wiadomo nawet, czy to dziecko, zwierzątko czy jakiś całkiem nieokreślony byt filozoficzny.
W tej ostatniej wersji wyglądało tak:
Miało być czymś w rodzaju onomatopei, która podczas płaczu rozwija ogonek w znacznie większe eeeeee! Do tego w smutnych kolorach, bo było mu przykro. Jednak nie byłem pewien, czy ta wersja nie jest zbyt ponura i eksperymentowałem dalej.
Prowadziłem różne próby z emisją głosu przez mojego bohatera, dopóki Autorka, pani Kamila Waleszkiewicz, nie zwróciła mi uwagi, że dla dzieci to będzie zbyt wydumane. 
I tak Małe Łeee! zostało chłopcem. Tyle, że niedużym. 
Ale wystarczająco dużym, żeby narobić kłopotów, z których za koszulkę wyciągnęła go pewna Dziewczynka ...




A morał stąd wypływa taki:
tylko dziewczynki moga nas uratować, kiedy rozpoczniemy akcję!

sobota, 9 listopada 2013

Małe Łeee! czyli niezwykła książka



W zasadzie mialem zrobić ten wpis po krakowskich Targach Książki - ale było parę spraw, które musiałem sobie dokładniej przemyśleć.
Na targach wziąłem udział w dyskusji na temat rozwojowej formy książek ilustrowanych, czyli książki elektronicznej... i interaktywnej.
W zasadzie dyskutanci mieli pewien problem z określeniem, czy książka niepapierowa, do tego gadająca i wzbogacona o animację i możliwość wpływania na niektóre elementy akcji - czy to jest jeszcze książka?
Ale zgodziliśmy się, że to wciąż jest opowieść, ostatecznie Iliady początkowo nikt nie czytał, bo powstała do śpiewania... a ksiązka to tylko nazwa nośnika.
Tak się złożyło, że byłem ilustratorem i mimo woli częściowo także i współtwórcą książki o "Małym Łeee!" pani Kamili Waleszkiewicz. Współtwórcą, bo zaszalałem i dodałem do tej historii rysowaną (a następnie animowaną) akcję, której autorka nie zaplanowała - a ja uważałem, że taka trochę komiksowa narracja podkreśli sens opowieści.


Małe Łee! - wstępny projekt miasta
No i z naszej współpracy wyszła taka właśnie mocno rozbudowana opowieść o niewielkiej przygodzie dziecka. Powiedzmy sobie: dziecka wrzeszczącego tak bardzo, że właściwie nie wiadomo, czy to jest w ogóle człowiek.

A chociaż sama historia jest krótka, to jednak bardzo pojemna - kiedy nad nią pracowałem, obrazy same pchały mi się na papier. Szare, zwyczajne miasto, przeciętne ulice, idący gdzieś ludzie, wszechobecny brak czasu i ktoś, kto potrzebuje czasu i uwagi. A kiedy wreszcie ją dostaje, okazuje się, że potrzeba było bardzo niewiele. Wbrew mojemu streszczeniu to jest historia śmieszna i pełna wydarzeń.
Nad szarym miastem krążą kolorowe ptaki, zwariowane jakby urwały się z cyrku, po ulicach gnają ciężarówki, a akcja na moment przenosi się w kosmos - tajemniczą przestrzeń opanowana przez satelity szpiegowskie, rakiety i kosmiczne rowery oraz gwiazdy.
Animatorzy wykonali wspaniałą robotę - nie rozmawialiśmy na ten temat a mimoto ożywili moje rysunki dokładnie tak, jak sam to sobie wyobrażałem.
Żeby było przyjemniej - opowieść tę można pobrać na tablet za darmo, gdyż była sponsorowana!