Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kałużą. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kałużą. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 marca 2015

Wiosenne fotki

 W odróżnieniu od lata wiosna daje spore możliwości fotograficzne. Można aparat zamoczyć, ubłocić, potłuc obiektyw ślizgając się na malowniczej drodze albo na drodze całkiem nie malowniczej.
Wśród wiosennych tematów fotograficznych bardzo nośnym motywem jest żona. Szczególnie, kiedy znosi głupie pomysły i ciągłe czekanie aż fotograf zrobi wreszcie kolejną fotkę.
Innym wartym odnotowania wątkiem jest pies. Pies przesuwający się w terenie doskonale wzbogaca kompozycję zdjęcia i zawartość swojego futerka. Po powrocie do domu możemy wyczesać z niego liczne próbki roślin do zielnika oraz gleby dla geologów. Jeśli w rodzinie nie mamy geologów - możemy toto zamieść po prostu pod dywan.
Pracując nad umieszczeniem psa na zdjęciu absolutnie nie powinniśmy przyznawać się do posiadania cząstek jadalnych. Jeśli pies nabierze podejrzeń, że można coś u nas spożyć - będzie kręcił się wokół naszych nóg zamiast po krajobrazie.
Komponując psa wybierajmy starannie rzeźbę terenu. Pies powinien zgrać się z głównymi elementami zdjęcia i stworzyć kontrast lub harmonię. Jeśli będziemy mieli pecha - stworzy rozstrojony akordeon.
 Dla należytej kompozycji zdjęcia kluczowa jest rzeźba terenu i faktura. Teren gładki będzie nudny, teren zbyt urozmaicony grozi zjazdem na błocie aż do stóp małżonki, co będzie uznane za hołd dla niej tylko do momentu zauważenia, ile błota przyniesiemy na portkach.
W fotografii wiosennej obowiązuje "zasada mokrego psa": zaraz po skończeniu zdjęcia otrząsamy się z wrażenia i robimy całkiem inne, w przeciwnym wypadku na blogu będziemy wstawiać fotki kolein z błota jakby na świecie nie istniało już nic innego.

poniedziałek, 16 marca 2015

Psie wędrówki

To jeden z ostatnich wpisów tutaj na temat Nany i jej kumpli, ponieważ zdecydowałem założyć osobny blog dla nich. Ale z czysto fotograficznego punktu widzenia muszę coś powiedzieć o możliwościach, jakie daje canis familiaris czyli kundel najpospolitszy. Widocznej obok Misi nikt by nie uznał za psa rasowego na alejce w parku ale wystarczy ją wyprowadzić w pole i proszę: uszka stają, ogon się pręży a cała psotać (tak to się pisze!) nabiera elegancji z pieselencją. Swoją drogą Misia w ogóle imponuje - zwłaszcza Nanie, która uznała ją za psierowniczkę wypraw i pod jej przywództwem włazi wszędzie tam, gdzie łapy poniosą.
Poniosą ale niekoniecznie "nadążą", bo Misia ma jednak łapy dwa razy dłuższe niż Nanusia i trudno nadrobić taką różnicę w prędkości.
Kiedy oglądam te artystki w polu - zazdroszczę im. Nie tyle włażenia w każdą wodę, jaka im się spodoba - ostatecznie ja też w każdą włażę - ale zaangażowania w imprezę. No ale ja jestem od nich dużo starszy. 
W każdym razie bagienka i mokradła doskonale harmonizują z gamą kolorystyczną futerka obydwu pań. 
Właściwie nabieram ochoty, żeby spróbować akwarelki na tych tematach. 
Chyba, że wiosna przeleci tak szybko, że nie zdążę.






czwartek, 7 listopada 2013

Co w kałuży piszczy?

Złożyło się w moim życiu tak śmiesznie, że jako nastolatek miałem mało okazji do podróży i mnóstwo pomysłów na wyprawy. Zamiast nich - łaziłem na spacery z psem, co skutecznie uczyło cieszenia się tym, co jest pod ręką... i uważnego patrzenia. 
Ale dopiero jako dorosły facet odkryłem takie dziecięce przyjemności, jak włażenie do kałuży. 
Kałuże to coś kapitalnego, bardzo łatwo dokonywać w nich nieoczekiwanych odkryć, głównie dlatego, że nikt się nimi nie interesuje i szybko znikają. Nie da się wejść dwa razy do tej samej kałuży, jak mawiał pewien grecki filozof. 
Za to można znaleźć tego samego psa w różnych kałużach.


Poza tym w kałuży pojawiają się fragmenty pejzażu miejskiego, którego nie sposób zobaczyć inaczej.


A kałuże w okolicy występowania bobrów stają sie  istnymi dziełami inżynieryjnymi.


Ale jedno jest pewne: żeby cokolwiek znaleźć w kałuży, najpierw trzeba się w niej znaleźć samemu.