Od dawna nie robiłem takich zdjęć, więc była to czysta zabawa.
Kiedyś zrobiłem serię fotek do gry miejskiej, gracze mieli znaleźć obiekt. Okazało się to karkołomnym zadaniem.
Postanowiłem zagrać w to sam.
Ale nie znalazłem się na zdjęciu.
W każdym razie zauważyłem, przedziwną złośliwość przyrody: były świetne warunki do nocnych zdjęć - co widać na załączonych obrazkach - ale tylko do momentu uzdatnienia statywu. Kiedy mogłem te same fotki zrobić porządnie - pogoda przeminęła z wiatrem.
Miałem te zdjęcia wstawić wcześniej ale cóż, wiek upoważnia do sklerozy... W każdym razie podczas robienia tych fotek przyszła mi do głowy taka myśl: jako dzieciak za każdym razem strasznie chciałem zatrzymać się w tym miejscu i robić zdjęcia. Cóż, wtedy nie miałem aparatu. Dzisiaj mam aparat, własny samochód, sam układam sobie trasy... a mimo to dopiero teraz przypomniałem sobie o takim małym dziecięcym marzeniu.
Jeśli miałbym podsumować rozwój sytuacji to uświadamiam sobie, że ludzka głupota w tej sprawie nie popłaca. Początkowo bobry budowały niezbyt wielkie tamy i nory w wysokim brzegu. Ze względu na komory mieszkalne w norach nie mogły podnosić poziomu wody w potoczku powyżej brzegu - zresztą nie potrzebowały tego. Dwa lata temu ktoś postanowił je przepędzić i zniszczył tamy. Wystraszył bobry na tyle poważnie, że zbudowały żeremie dające lepszą ochronę przed atakiem. I tamę, która zalała obszar ok. 30x50 metrów dając dostęp do nowych apetycznych gałązek w miejsce wyciętych zarośli nad brzegiem.
I stało się jako mówi Pismo Święte: kto mieczem wojuje, temu będzie odmierzane tą samą miarką. Bobry wróciły ale na znak miłosierdzia nie podpaliły chaty "ktosia". Po prostu ulepszyły własną. Zamiast żeremia o wymiarach 2 metry wysokości i 3,5 metra średnicy postawiły chałupkę wysoką na 3 metry i szeroką na 5, położoną na wyspie między głębokimi kanałami. 
Pod wodą znalazła się połowa boiska, dzięki czemu do listy potencjalnych zapasów jedzenia dołączyły wielkie topole i okoliczne osiki.
Warto dodać, że zalane boisko ładnie nasiąkło tworząc rozległe błotko na terenach nie zalanych.
Nie należy się na nie o to gniewać, używają boiska nad ranem, kiedy ludziom i tak nie jest ono potrzebne. A dzięki wykonanej przez nie pracy ludzcy sąsiedzi również mogą oddawać się ulubionej dziczej dyscyplinie sportowej. Miejsca starczy dla wszystkich.
A betonowe ogrodzenie wokół boiska diabli wezmą, kiedy tylko spadną na nie podcięte topole. Prace w tym kierunku już trwają.
Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że nad Sudołem bobry były od wielu lat, sądząc po starych norach i śladach ściętych krzaczków - może nawet od dziesięciu. Ludzie chodzili oglądać ich tamki, łazili nieświadomie po wierzchu nor i ogólnie mówiąc: trochę zakłócali spokój, przez co zwierzaki co rok przenosiły się o kilkadziesiąt metrów w górę strumienia.
Poniosą ale niekoniecznie "nadążą", bo Misia ma jednak łapy dwa razy dłuższe niż Nanusia i trudno nadrobić taką różnicę w prędkości.
W każdym razie bagienka i mokradła doskonale harmonizują z gamą kolorystyczną futerka obydwu pań.
Do tego teraz mam psa, czyli codziennie jestem gdzieś w polu i mam rozmaite tematy do obróbki, nierzadko te same do obserwacji dzień po dniu.