Wieczorne spacery z Naną wymuszają eksperymenty ciągle z tym samym terenem. Z drugiej strony - coś się zmienia.
Celowo zrobiłem kilka zdjęć, żeby złapać bliki w szkło, zastanowię się, czy da się je jakoś wykorzystać.
Z drugiej strony - z całą pewnością da się coś z nimi zrobić przy pomocy filtrów w aparacie. Na przykład można kumpla przy stacji benzynowej przerobić na człowieka idącego przez Nowy York...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drzewo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drzewo. Pokaż wszystkie posty
sobota, 28 marca 2015
Młynówkowe wrażenia
Etykiety:
drzewo,
fotografia,
Kraków,
Małopolska,
Młynówka Królewska,
nocne,
Piotr Olszówka,
zdjęcia
piątek, 27 marca 2015
Kraina Zapomnianych Zabawek - Bartek i Chlorofil nadchodzą
Pracuję dość intensywnie nad "Krainą". Na zaostrzenie apetytu wstawiam kilka obrazków do tej historii.
Trąbalski jest barmanem w hotelu "Pod Psem" i właścicielem miejscowego składu porcelany.
Dmuchany Wieloryb pochodzi z Importu (to taki port niedaleko Ex-portu) a na tym obrazku toczy walkę z Bratkiem. Było nie tyle gorąco co mokro.

Romantyczny Puchacz w poszukiwaniu Miłości studiuje bibliotekę romansów aby odnaleźć Sowę swego serca - piękną, tajemniczą i pierzastą.
A więcej to już chyba w książce...
Trąbalski jest barmanem w hotelu "Pod Psem" i właścicielem miejscowego składu porcelany.
Dmuchany Wieloryb pochodzi z Importu (to taki port niedaleko Ex-portu) a na tym obrazku toczy walkę z Bratkiem. Było nie tyle gorąco co mokro.

Romantyczny Puchacz w poszukiwaniu Miłości studiuje bibliotekę romansów aby odnaleźć Sowę swego serca - piękną, tajemniczą i pierzastą.
A więcej to już chyba w książce...
Etykiety:
drzewo,
drzewo trawa,
dzieci,
ilustracja,
Kraina Zapomnianych Zabawek,
Piotr Olszówka
czwartek, 26 marca 2015
Dużo drzew
Kawał polega na tym, że sfotografowałem jedno drzewo. Ale za to ile miało detali...
Nie przypadkowo zostało pomnikiem przyrody.
Dawno temu pewien reżyser nakręcił film pt. "Legend of white horse". Film mnie zainteresował z kilku powodów. Po pierwsze zrobiono go z mikroskopijnym budżetem i to było widać. Dalej: Kłodzko i Góry Stołowe zagrały egzotyczny kraik zagubiony diabli wiedzą gdzie. Mimo małego budżetu i całkowitego braku gwiazd film nie był nic gorszy od przeciętnego niezłego filmu fantasy.
Fabuła była prosta i można powiedzieć: typowa. Naukowiec samotnie wychowujący syna przyjeżdża aby przygotować raport na temat koncesji górniczej. Wplątuje się w skomplikowaną sytuację lokalną, kłopoty swojej gospodyni (którą wszyscy podejrzewają o bycie czarownicą) z adoptowaną niewidomą córką i takie tam. Niewidoma dziewczyna przyjaźni się z białym koniem wędrującym samotnie po górach. Ponieważ raport zawiera negatywną opinię na temat inwestycji wydobywczych - lokalna szycha wysyła zbirów. Biały koń okazuje się jednak legendarnym smokiem i zamienia ich w drzewa itd. Niuansów i komplikacji w tej opowieści było całkiem sporo, film oglądało się przyjemnie.Pomysłowe kostiumy i odpowiedni dobór aktorów nadał tej historyjce trochę klimatu ale prawdziwymi bohaterami były drzewa, skały i korzenie w Górach Stołowych.
Zabawnie było na Młynówce Królewskiej w środku Krakowa znaleźć drzewo, które ma korę do złudzenia przypominającą skórę smoka z tego filmu.
Etykiety:
drzewo,
Kraków,
Małopolska,
Młynówka Królewska,
trawa,
wiosna
poniedziałek, 16 marca 2015
Psie wędrówki
To jeden z ostatnich wpisów tutaj na temat Nany i jej kumpli, ponieważ zdecydowałem założyć osobny blog dla nich. Ale z czysto fotograficznego punktu widzenia muszę coś powiedzieć o możliwościach, jakie daje canis familiaris czyli kundel najpospolitszy. Widocznej obok Misi nikt by nie uznał za psa rasowego na alejce w parku ale wystarczy ją wyprowadzić w pole i proszę: uszka stają, ogon się pręży a cała psotać (tak to się pisze!) nabiera elegancji z pieselencją. Swoją drogą Misia w ogóle imponuje - zwłaszcza Nanie, która uznała ją za psierowniczkę wypraw i pod jej przywództwem włazi wszędzie tam, gdzie łapy poniosą.
Poniosą ale niekoniecznie "nadążą", bo Misia ma jednak łapy dwa razy dłuższe niż Nanusia i trudno nadrobić taką różnicę w prędkości.
Kiedy oglądam te artystki w polu - zazdroszczę im. Nie tyle włażenia w każdą wodę, jaka im się spodoba - ostatecznie ja też w każdą włażę - ale zaangażowania w imprezę. No ale ja jestem od nich dużo starszy.

W każdym razie bagienka i mokradła doskonale harmonizują z gamą kolorystyczną futerka obydwu pań.
Właściwie nabieram ochoty, żeby spróbować akwarelki na tych tematach.
Chyba, że wiosna przeleci tak szybko, że nie zdążę.
Poniosą ale niekoniecznie "nadążą", bo Misia ma jednak łapy dwa razy dłuższe niż Nanusia i trudno nadrobić taką różnicę w prędkości.Kiedy oglądam te artystki w polu - zazdroszczę im. Nie tyle włażenia w każdą wodę, jaka im się spodoba - ostatecznie ja też w każdą włażę - ale zaangażowania w imprezę. No ale ja jestem od nich dużo starszy.

W każdym razie bagienka i mokradła doskonale harmonizują z gamą kolorystyczną futerka obydwu pań. Właściwie nabieram ochoty, żeby spróbować akwarelki na tych tematach.
Chyba, że wiosna przeleci tak szybko, że nie zdążę.
niedziela, 15 marca 2015
Coś jakby wiosna...
Spacerki z psiną bardzo ożywiają wyobraźnię.
Ale i tak nic się nie równa z prawdziwymi niespodziankami.
Od ubiegłego roku kibicuję bobrom w ich starciu z piłkarzami. Nie mam nic przeciw ludziom grającym w piłkę (to kibiców nie lubię) ale nad Sudołem zdecydowanie przegięli, kiedy podpalili żeremie i zniszczyli tamy wraz z zaroślami stanowiącymi spiżarnię dla zębatych budowlańców. Bobry odpowiedziały tak jak potrafią, czyli wzięły się do roboty i odbudowały co ich. Tyle tylko, że z większym rozmachem - kiedyś miały głębszą i szerszą rzeczkę, dzisiaj zrobiły sobie półhektarowy zalew. Będę jeszcze o tym pisał, bo temat mimo wszystko bywa zabawny.
Niezależnie od bobrów nad Sudołem w porze psiego spaceru mam na ogół ciekawą perspektywę powietrzną.
Dzięki niezłym szkłom w Nikonie łapię to o wiele lepiej niż kiedyś. W czasach, kiedy używałem Mumiyi do takich tematów, miałem mało czasu na wycieczki, nie miałem samochodu ani psa, co bardzo zmniejszało mi mobilność.
Życie jednak toczy się naprzód i daje nowe możliwości. I niech mi ktoś powie, że nie ma postępu na świecie.
Ale i tak nic się nie równa z prawdziwymi niespodziankami.
Od ubiegłego roku kibicuję bobrom w ich starciu z piłkarzami. Nie mam nic przeciw ludziom grającym w piłkę (to kibiców nie lubię) ale nad Sudołem zdecydowanie przegięli, kiedy podpalili żeremie i zniszczyli tamy wraz z zaroślami stanowiącymi spiżarnię dla zębatych budowlańców. Bobry odpowiedziały tak jak potrafią, czyli wzięły się do roboty i odbudowały co ich. Tyle tylko, że z większym rozmachem - kiedyś miały głębszą i szerszą rzeczkę, dzisiaj zrobiły sobie półhektarowy zalew. Będę jeszcze o tym pisał, bo temat mimo wszystko bywa zabawny.
Niezależnie od bobrów nad Sudołem w porze psiego spaceru mam na ogół ciekawą perspektywę powietrzną.
Dzięki niezłym szkłom w Nikonie łapię to o wiele lepiej niż kiedyś. W czasach, kiedy używałem Mumiyi do takich tematów, miałem mało czasu na wycieczki, nie miałem samochodu ani psa, co bardzo zmniejszało mi mobilność.Życie jednak toczy się naprzód i daje nowe możliwości. I niech mi ktoś powie, że nie ma postępu na świecie.
poniedziałek, 27 stycznia 2014
Powrót bobrów
Opady śniegu i ogólna plucha obudziła mi ochotę na wspomnienia i postanowiłem pokazać tu kilka fotek z ładnych jesiennych dni.
A powód do ich zrobienia była taki:
Zrobiło się jakoś tak słonecznie i nostalgicznie, ciepełko... i wybraliśmy się z Naną na spacerek. Oczywiście nad Sudół, zobaczyć, jak się mają bobrowe inwestycje. Przez całe lato ich budowle się rozpadały - ale od września dało się zauważyć pewne zmiany.
Po pierwsze na małym boisku LKS Tonianka podcięły drzewo.
A przy drugim drzewie ucięly niski konar, co zainteresowało Nanę.
Rozpoczęły poważne prace przy Drugiej Tamie, co najpierw zaowocowało podniesieniem poziomu wody i zdziczeniem okolicy...
... ale miesiąc później rzecz wyglądała już znacznie mocniej.
Okazało się, że po wakacjach wróciuły z nowymi siłami, bo zaczęły ciąć całkiem spore drzewa.
W każdym razie tego listopadowego dzionka nic nie zapowiadało, że ta okolica w grudniu będzie wyglądać tak:
Jak widac na drugiej fotce - woda rozlała się szeroko, aż w zarośla głogowe.
Nana była trochę zadziwiona... ale ona lubi badania i węszenie.
No, ale ja też nie narzekam. Lubię wodę.
A powód do ich zrobienia była taki:
Zrobiło się jakoś tak słonecznie i nostalgicznie, ciepełko... i wybraliśmy się z Naną na spacerek. Oczywiście nad Sudół, zobaczyć, jak się mają bobrowe inwestycje. Przez całe lato ich budowle się rozpadały - ale od września dało się zauważyć pewne zmiany.
Po pierwsze na małym boisku LKS Tonianka podcięły drzewo.
A przy drugim drzewie ucięly niski konar, co zainteresowało Nanę.
Rozpoczęły poważne prace przy Drugiej Tamie, co najpierw zaowocowało podniesieniem poziomu wody i zdziczeniem okolicy...
... ale miesiąc później rzecz wyglądała już znacznie mocniej.
Okazało się, że po wakacjach wróciuły z nowymi siłami, bo zaczęły ciąć całkiem spore drzewa.
W każdym razie tego listopadowego dzionka nic nie zapowiadało, że ta okolica w grudniu będzie wyglądać tak:
Jak widac na drugiej fotce - woda rozlała się szeroko, aż w zarośla głogowe.
Nana była trochę zadziwiona... ale ona lubi badania i węszenie.
No, ale ja też nie narzekam. Lubię wodę.
sobota, 25 stycznia 2014
Kochany aparaciku - mam mokro.
Jak w tytule - jest mi mokro. W odróżnieniu od przedszkolaka - ja się z tego bardzo cieszę.
Żeby zobaczyć dzikie ostępy, bagna i zakamarki - trzeba włączyć telewizor. Jest to jednak rozwiązanie, które pozostawia trochę niedosytu a przerobienie własnego pokoju na puszczańskie ostępy bywa dość skomplikowane i zazwyczaj nieodwracalne.
W tej sytuacji rozwiązaniem najtańszym a wystarczająco dobrym jest poszukanie takich miejsc pod domem. Wbrew pozorom są obok każdego miasta a nierzadko w obrębie. Trzeba tylko wleźć tam, gdzie zazwyczaj nie włazimy. Najlepiej w pogodę, w jaką nikt przy zdrowych zmysłach nie chodzi na spacery
Wtedy każdy ugór nabierze dosyć egzotycznego wyglądu.
Mgła w tej sytuacji może bardzo pomóc - zasłoni bloki, salony samochodowe i podsunie wyobraźni rozmaite potwory czające się w strefie ograniczonej widzialności.

Dodatkowo na zdjęciach mgła odgrywa kapitalną rolę plastyczną: a mianowicie świetnie różnicuje plany.
Obiekty, które w normalnych warunkach byłyby oświetlone tak samo - we mgle są w różnym stopniu rozmyte, przez co odległości między nimi nabierają większego znaczenia a poza tym nie zlewają się jednakowo zatartą graficzną plątaninę gałęzi i tła.
Kombinacja wody, mgły różnicującej plany, odbić i krzewów pozwala uzyskać obrazek dość tajemniczy i pełen intrygującej głębi... chociaż w ładny dzień to wszystko wygląda jak kupa błota i patyków nad kałużą.
No ale powiedzmy sobie jasno: bobry budują groble wokół swoich stawów po to, żeby mieć wodę tam, gdzie chcą a nie po to, żeby zadowolić nasze wyobrażenia architektoniczne.
Jak się ludziom nie podoba - mogą otynkować swoje tamy z błota, prawda?
Przy okazji podglądania bobrowej inżynierii zauważyłem interesujący efekt uboczny.
Jak widać - kiedy boberki puszczą wodę w okolicę, to trafia ona również do mysich i szczurzych nor. Naturalnie pierwotni lokatorzy wynoszą się jak się tylko zrobi wilgotno... ale powiedzmy sobie szczerze: to nie ludzie wynaleźli zalewanie sąsiadów w bloku.
Żeby zobaczyć dzikie ostępy, bagna i zakamarki - trzeba włączyć telewizor. Jest to jednak rozwiązanie, które pozostawia trochę niedosytu a przerobienie własnego pokoju na puszczańskie ostępy bywa dość skomplikowane i zazwyczaj nieodwracalne.
W tej sytuacji rozwiązaniem najtańszym a wystarczająco dobrym jest poszukanie takich miejsc pod domem. Wbrew pozorom są obok każdego miasta a nierzadko w obrębie. Trzeba tylko wleźć tam, gdzie zazwyczaj nie włazimy. Najlepiej w pogodę, w jaką nikt przy zdrowych zmysłach nie chodzi na spacery
Wtedy każdy ugór nabierze dosyć egzotycznego wyglądu.
Dodatkowo na zdjęciach mgła odgrywa kapitalną rolę plastyczną: a mianowicie świetnie różnicuje plany.
Obiekty, które w normalnych warunkach byłyby oświetlone tak samo - we mgle są w różnym stopniu rozmyte, przez co odległości między nimi nabierają większego znaczenia a poza tym nie zlewają się jednakowo zatartą graficzną plątaninę gałęzi i tła.
To wszystko sprawia, że bobrowy staw wydaje się znacznie większy, bo ciągnie się jak okiem sięgnąć... dzięki temu, że we mgle nie sięgamy okiem zbyt daleko.
Kombinacja wody, mgły różnicującej plany, odbić i krzewów pozwala uzyskać obrazek dość tajemniczy i pełen intrygującej głębi... chociaż w ładny dzień to wszystko wygląda jak kupa błota i patyków nad kałużą.
No ale powiedzmy sobie jasno: bobry budują groble wokół swoich stawów po to, żeby mieć wodę tam, gdzie chcą a nie po to, żeby zadowolić nasze wyobrażenia architektoniczne.
Jak się ludziom nie podoba - mogą otynkować swoje tamy z błota, prawda?
Przy okazji podglądania bobrowej inżynierii zauważyłem interesujący efekt uboczny.
Jak widać - kiedy boberki puszczą wodę w okolicę, to trafia ona również do mysich i szczurzych nor. Naturalnie pierwotni lokatorzy wynoszą się jak się tylko zrobi wilgotno... ale powiedzmy sobie szczerze: to nie ludzie wynaleźli zalewanie sąsiadów w bloku.
Subskrybuj:
Posty (Atom)










