Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piotr Olszówka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piotr Olszówka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 maja 2015

Wielka Księga Świerszczyka... czyli: pochwalę się!

No pochwalę się i już. Przyszła. W niej 6 Kotków Mamrotków i dwie moje tekstowe bajki. Co prawda "Kota w bucie" zamieszczono w wersji skróconej, która poszła w "Świerszczyku" a wersja dłuższa była bardziej barwna i chyba fajniejsza... ale te ilustracje do niej są super.
Czytam sobie recenzje tej antologii, wspominam różne rzeczy, patrzę na nazwiska, obok których się znalazłem na liście autorów i tak sobie myślę, że świat jest zabawny.
Jak mówi Asia Czapla: kocham życie.
Bo życie ma poczucie humoru :-)

środa, 1 kwietnia 2015

W wielkim mieście...

Skorzystałem z okazji i zrobiłem kilka wyżowych fotek starego Krakowa. 
 Od dawna nie robiłem takich zdjęć, więc była to czysta zabawa.
Kiedyś zrobiłem serię fotek do gry miejskiej, gracze mieli znaleźć obiekt. Okazało się to karkołomnym zadaniem.
Postanowiłem zagrać w to sam.

Ale nie znalazłem się na zdjęciu.

sobota, 28 marca 2015

Młynówkowe wrażenia

Wieczorne spacery z Naną wymuszają eksperymenty ciągle z tym samym terenem. Z drugiej strony - coś się zmienia.
Celowo zrobiłem kilka zdjęć, żeby złapać bliki w szkło, zastanowię się, czy da się je jakoś wykorzystać.
Z drugiej strony - z całą pewnością da się coś z nimi zrobić przy pomocy filtrów w aparacie. Na przykład można kumpla przy stacji benzynowej przerobić na człowieka idącego przez Nowy York...

piątek, 27 marca 2015

Kraina Zapomnianych Zabawek - Bartek i Chlorofil nadchodzą

 Pracuję dość intensywnie nad "Krainą". Na zaostrzenie apetytu wstawiam kilka obrazków do tej historii.

Trąbalski jest barmanem w hotelu "Pod Psem" i właścicielem miejscowego składu porcelany. 



Dmuchany Wieloryb pochodzi z Importu (to taki port niedaleko Ex-portu) a na tym obrazku toczy walkę z Bratkiem. Było nie tyle gorąco co mokro.








Romantyczny Puchacz w poszukiwaniu Miłości studiuje bibliotekę romansów aby odnaleźć Sowę swego serca - piękną, tajemniczą i pierzastą.


A więcej to już chyba w książce...





wtorek, 24 marca 2015

Wiosna pustoszy okolicę


Przeczytałem artykuł jakiejś  dziennikarskiej gwiazdy o tym, że bobry, zające i sarny pustoszą polskie lasy... i pozazdrościłem. Nie głupoty ani wierszówki wypłaconej za idiotyzm, ale tego alarmującego tonu. Myślę, że też sobie od czasu do czasu poalarmuję, a co?!
Wprawdzie nikt mi nie wypłaci wierszówki ale zobaczę czy tzw. NEWS NA PIERWSZĄ STRONĘ!!!! rzeczywiście podnosi nakład.
A zatem: do dzieła, kowboju! 

Wiosna w natarciu!


Lody spłynęły!
Wody ruszyły!
Bobry pogryzły
!



Kwiatki wyrosły!


Wiosna bezczelnie robi co chce! Rolnicy alarmują: jak tak dalej pójdzie to wszystko zarośnie! A jak pójdzie jeszcze dalej to będzie lato!
Zapytaliśmy ministra rolnictwa, co zamierza zrobić w tej sprawie. Odesłał nas do rzecznika. Rzecznik siedział właśnie w rzece i powiedział, że tym zajmuje się minister środowiska - uznaliśmy to za odpowiedź niedorzeczną. 
Interpelacja w tej sprawie wysłana przez nas (czyli mnie, ale liczba mnoga dodaje majestatu od 2000 lat) do sejmu, senatu i europarlamentu napotkała wymijające odpowiedzi i trafiła do kosza. Jak długo jeszcze władze będą w ten sposób lekceważyć obywateli!? 
Tymczasem wiosna panoszy  się bezczelnie i nawet pokazuje V na znak zwycięstwa nad wolnościami obywatelskimi. 
Co prawda jedyny członek redakcji, który potrafi czytać, twierdzi że to Y, ale ci cholerni inteligenci zawsze siali defetyzm...
Jutro zorganizujemy marsz protestacyjny przeciw ruchom kalendarza. Zbiórka pod siedzibą stosownych władz. Więcej szczegółów - jak tylko ustalimy, które władze są stosowne.


niedziela, 22 marca 2015

pola

Jak zawsze o tej porze roku mam narastająca potrzebę łażenia po zaoranych polach i bawienie się tematem. Rzecz o tyle kłopotliwa, że z powodów organizacyjnych nie wstaję na tyle wcześnie, by złapać jakieś nietypowe światło czy mgłę.
Nie chodzi wcale o lenistwo (to udaje mi się czasami przezwyciężyć) ale raczej o to, że Moja Małżonka pracuje popołudniami, czyli idziemy spać późno. Jeśli zacząłbym wstawać o 5 rano, to mielibyśmy oboje po 5 godzin snu. A niestety nikt mi za zdjęcia nie zapłaci, żebym mógł obniżać naszą kondycję i wydolność w innych zajęciach w środku dnia. Jednak jak się lubi fotografię pejzażową, to lepiej mieszkać na wsi. Przy świetle dostępnym od 8.30 pozostaje mi zabawa z fakturą ziemi, czyli cieniem i nasyceniem. 

sobota, 21 marca 2015

Wiosenne fotki

 W odróżnieniu od lata wiosna daje spore możliwości fotograficzne. Można aparat zamoczyć, ubłocić, potłuc obiektyw ślizgając się na malowniczej drodze albo na drodze całkiem nie malowniczej.
Wśród wiosennych tematów fotograficznych bardzo nośnym motywem jest żona. Szczególnie, kiedy znosi głupie pomysły i ciągłe czekanie aż fotograf zrobi wreszcie kolejną fotkę.
Innym wartym odnotowania wątkiem jest pies. Pies przesuwający się w terenie doskonale wzbogaca kompozycję zdjęcia i zawartość swojego futerka. Po powrocie do domu możemy wyczesać z niego liczne próbki roślin do zielnika oraz gleby dla geologów. Jeśli w rodzinie nie mamy geologów - możemy toto zamieść po prostu pod dywan.
Pracując nad umieszczeniem psa na zdjęciu absolutnie nie powinniśmy przyznawać się do posiadania cząstek jadalnych. Jeśli pies nabierze podejrzeń, że można coś u nas spożyć - będzie kręcił się wokół naszych nóg zamiast po krajobrazie.
Komponując psa wybierajmy starannie rzeźbę terenu. Pies powinien zgrać się z głównymi elementami zdjęcia i stworzyć kontrast lub harmonię. Jeśli będziemy mieli pecha - stworzy rozstrojony akordeon.
 Dla należytej kompozycji zdjęcia kluczowa jest rzeźba terenu i faktura. Teren gładki będzie nudny, teren zbyt urozmaicony grozi zjazdem na błocie aż do stóp małżonki, co będzie uznane za hołd dla niej tylko do momentu zauważenia, ile błota przyniesiemy na portkach.
W fotografii wiosennej obowiązuje "zasada mokrego psa": zaraz po skończeniu zdjęcia otrząsamy się z wrażenia i robimy całkiem inne, w przeciwnym wypadku na blogu będziemy wstawiać fotki kolein z błota jakby na świecie nie istniało już nic innego.

środa, 29 stycznia 2014

Mordor - czyli zabawy z mordą: nie-pięćdziesiąt twarzy nie-Greya ale za to nie 622 upadki Bunga

Człowiek czasami powinien zobaczyć, na co go stać, zmierzyć się z własnym JA, obejrzeć się chłodnym okiem.
Wyzwanie tym większe, im cieplej na dworze i trudniej nie tylko o jakiś chłód ale w ogóle o chęć do robienia czegokolwiek. Ale że ostatnio jest tak jakby zimno - rzuciłem okiem w ciepłe wakacyjne zdjęcia i trafiłem na ślad mojego heroicznego zmagania ze sobą.
Geneza tego starcia jest pozornie zwyczajna - podczas urlopu nie chciało mi się golić i dorobiłem sobie pożyteczną ideologię: eksperyment nad męską odpornością na brodę.
Cóż, nie wypadł imponująco, zarost mnie denerwuje i tyle. A poza tym rósł wolno - dość, by ujść za lumpa, za mało by ufryzować i udawać profesora. Ostatniego dnia urlopu stało się jasne, że ten numer nie przejdzie i potrzebuję nowej ideologii. Nie do brody, bo miałem jej serdecznie dość. Do zabawy...
Jako się rzekło na początku: ustawiłem się w różnych możliwych rolach życiowych aby odkryć, na co mnie stać.


Rola zarośniętego zbója wymaga wytrzymania z brodą. Odpada w przedbiegach, więc bez żalu sięgnąłem po drugą opcję: rycerz z bródką.



Usunięcie bokobrodów nie nadało mi rycerskiego wyglądu, zresztą i tak ich prawie nie było.
A zatem postawiłem na nową wersję...


Niestety - broda a'la szeryf z Nottingam z pamiętnego serialu z lat 80-tych nie nadała mi odpowiedniego wyglądu, co za tym idzie: nie warto walczyć o lukratywny urząd w XII-wiecznej Anglii. Fatalnie. Może próba przesunięcia się w czasie i przestrzeni do Francji muszkieterów?



Nic z tego. Broda za krótka i kostiumu brak. A morda pozostała zakazama i w tej sytuacji mogę liczyć na karierę zbójcy.


Próba ucywilizowania dała tylko okazję do zabawy z "znajdź 2 różnice". Oraz - według kodeksu karnego cara Aleksandra - szanse na 2 lata więzienia na podstawie podejrzanego wyglądu.



Recepta? coś ogolić i posłodzić całość uśmiechem. Efekt: chodu!



Próba radykalnego oddzielenia brody od wąsów nie dała mi nawet szans na rolę Koziołka Matołka.


Dalsze udoskonalenia przekonały mnie ostatecznie, że cap z kozią bródką to jeszcze nie Koziołek Matołek.


Prawdę mówiąc... kolejne cięcia tylko skłoniły mnie do porzucenia kariery w Pacanowie.


Rezygnacja z brody dała wersję z lekka socrealistyczną... ale posada wójta w "Ranczu" już jest obsadzona.


Pocieszyło mnie jednak odkrycie, że metodą docinania wąsów zaczynam kogoś przypominać... owszem, idiotę też... ale jakąś znaną postać...



Tylko że to miejsce też jest zajęte.
Na podstawie tego eksperymentu stało się jasne: kawały z brodą i manewry z brzytwą doprowadziły mnie do wniosku, że jedyną ścieżką kariery dla mnie jest moje PRAWDZIWE ja: