Od dawna nie robiłem takich zdjęć, więc była to czysta zabawa.
Kiedyś zrobiłem serię fotek do gry miejskiej, gracze mieli znaleźć obiekt. Okazało się to karkołomnym zadaniem.
Postanowiłem zagrać w to sam.
Ale nie znalazłem się na zdjęciu.
Czy w jajkach są pisklęta - nie wiem, ale wrony coś na pewno robią przy gniazdach, bo jak podniosłem obiektyw w górę, to ledwie uniknąłem zbombardowania. Poza tym coraz więcej rzeczy kwitnie.
Czasami to nawet za nic nie wiem, jak fotografować. Zdaje się, że robię za dużo zdjęć.
A fotograf w epoce cyfryzacji powinien przede wszystkim nauczyć się, kiedy zdjęcia nie robić.
Kawał polega na tym, że sfotografowałem jedno drzewo. Ale za to ile miało detali...
Dawno temu pewien reżyser nakręcił film pt. "Legend of white horse". Film mnie zainteresował z kilku powodów. Po pierwsze zrobiono go z mikroskopijnym budżetem i to było widać. Dalej: Kłodzko i Góry Stołowe zagrały egzotyczny kraik zagubiony diabli wiedzą gdzie. Mimo małego budżetu i całkowitego braku gwiazd film nie był nic gorszy od przeciętnego niezłego filmu fantasy.
Fabuła była prosta i można powiedzieć: typowa. Naukowiec samotnie wychowujący syna przyjeżdża aby przygotować raport na temat koncesji górniczej. Wplątuje się w skomplikowaną sytuację lokalną, kłopoty swojej gospodyni (którą wszyscy podejrzewają o bycie czarownicą) z adoptowaną niewidomą córką i takie tam. Niewidoma dziewczyna przyjaźni się z białym koniem wędrującym samotnie po górach. Ponieważ raport zawiera negatywną opinię na temat inwestycji wydobywczych - lokalna szycha wysyła zbirów. Biały koń okazuje się jednak legendarnym smokiem i zamienia ich w drzewa itd. Niuansów i komplikacji w tej opowieści było całkiem sporo, film oglądało się przyjemnie.
W każdym razie zauważyłem, przedziwną złośliwość przyrody: były świetne warunki do nocnych zdjęć - co widać na załączonych obrazkach - ale tylko do momentu uzdatnienia statywu. Kiedy mogłem te same fotki zrobić porządnie - pogoda przeminęła z wiatrem.
Przeczytałem artykuł jakiejś dziennikarskiej gwiazdy o tym, że bobry, zające i sarny pustoszą polskie lasy... i pozazdrościłem. Nie głupoty ani wierszówki wypłaconej za idiotyzm, ale tego alarmującego tonu. Myślę, że też sobie od czasu do czasu poalarmuję, a co?!
Interpelacja w tej sprawie wysłana przez nas (czyli mnie, ale liczba mnoga dodaje majestatu od 2000 lat) do sejmu, senatu i europarlamentu napotkała wymijające odpowiedzi i trafiła do kosza. Jak długo jeszcze władze będą w ten sposób lekceważyć obywateli!?
Miałem te zdjęcia wstawić wcześniej ale cóż, wiek upoważnia do sklerozy... W każdym razie podczas robienia tych fotek przyszła mi do głowy taka myśl: jako dzieciak za każdym razem strasznie chciałem zatrzymać się w tym miejscu i robić zdjęcia. Cóż, wtedy nie miałem aparatu. Dzisiaj mam aparat, własny samochód, sam układam sobie trasy... a mimo to dopiero teraz przypomniałem sobie o takim małym dziecięcym marzeniu.
Niezależnie od bobrów nad Sudołem w porze psiego spaceru mam na ogół ciekawą perspektywę powietrzną.
Dzięki niezłym szkłom w Nikonie łapię to o wiele lepiej niż kiedyś. W czasach, kiedy używałem Mumiyi do takich tematów, miałem mało czasu na wycieczki, nie miałem samochodu ani psa, co bardzo zmniejszało mi mobilność.