Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fotografia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fotografia. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 kwietnia 2015

W wielkim mieście...

Skorzystałem z okazji i zrobiłem kilka wyżowych fotek starego Krakowa. 
 Od dawna nie robiłem takich zdjęć, więc była to czysta zabawa.
Kiedyś zrobiłem serię fotek do gry miejskiej, gracze mieli znaleźć obiekt. Okazało się to karkołomnym zadaniem.
Postanowiłem zagrać w to sam.

Ale nie znalazłem się na zdjęciu.

sobota, 28 marca 2015

Młynówkowe wrażenia

Wieczorne spacery z Naną wymuszają eksperymenty ciągle z tym samym terenem. Z drugiej strony - coś się zmienia.
Celowo zrobiłem kilka zdjęć, żeby złapać bliki w szkło, zastanowię się, czy da się je jakoś wykorzystać.
Z drugiej strony - z całą pewnością da się coś z nimi zrobić przy pomocy filtrów w aparacie. Na przykład można kumpla przy stacji benzynowej przerobić na człowieka idącego przez Nowy York...

środa, 25 marca 2015

Kolorki

Doszła nowa głowica kulowa do starego statywu. Pozostaje otwarta kwestia, czy 40-letni statyw z nową głowica to jest jeszcze stary statyw. Gdyby mi wymienić głowę - miałbym jakieś porównanie...a tak? 
W każdym razie zauważyłem, przedziwną złośliwość przyrody: były świetne warunki do nocnych zdjęć - co widać na załączonych obrazkach - ale tylko do momentu uzdatnienia statywu. Kiedy mogłem te same fotki zrobić porządnie - pogoda przeminęła z wiatrem. 
Ale ja się nie poddam. 

poniedziałek, 23 marca 2015

Zapomniany pejzażyk czyli skleroza nie boli...

 Pojechałem na spotkanie z dziećmi do szkoły w Annopolu i po drodze, tuż pod Łagowem, znalazłem ostatni fragment Zimy. Zajmował pejzaż ciągnący się jakieś trzy kilometry wzdłuż drogi a kiedy po południu wracałem - już go nie było.
Miałem te zdjęcia wstawić wcześniej ale cóż, wiek upoważnia do sklerozy... W każdym razie podczas robienia tych fotek przyszła mi do głowy taka myśl: jako dzieciak za każdym razem strasznie chciałem zatrzymać się w tym miejscu i robić zdjęcia. Cóż, wtedy nie miałem aparatu. Dzisiaj mam aparat, własny samochód, sam układam sobie trasy... a mimo to dopiero teraz przypomniałem sobie o takim małym dziecięcym marzeniu.
Dorosłość polega między innymi na tym, że nie wiemy, po co nam były potrzebne te wszystkie wymarzone zabawki...

sobota, 21 marca 2015

Wiosenne fotki

 W odróżnieniu od lata wiosna daje spore możliwości fotograficzne. Można aparat zamoczyć, ubłocić, potłuc obiektyw ślizgając się na malowniczej drodze albo na drodze całkiem nie malowniczej.
Wśród wiosennych tematów fotograficznych bardzo nośnym motywem jest żona. Szczególnie, kiedy znosi głupie pomysły i ciągłe czekanie aż fotograf zrobi wreszcie kolejną fotkę.
Innym wartym odnotowania wątkiem jest pies. Pies przesuwający się w terenie doskonale wzbogaca kompozycję zdjęcia i zawartość swojego futerka. Po powrocie do domu możemy wyczesać z niego liczne próbki roślin do zielnika oraz gleby dla geologów. Jeśli w rodzinie nie mamy geologów - możemy toto zamieść po prostu pod dywan.
Pracując nad umieszczeniem psa na zdjęciu absolutnie nie powinniśmy przyznawać się do posiadania cząstek jadalnych. Jeśli pies nabierze podejrzeń, że można coś u nas spożyć - będzie kręcił się wokół naszych nóg zamiast po krajobrazie.
Komponując psa wybierajmy starannie rzeźbę terenu. Pies powinien zgrać się z głównymi elementami zdjęcia i stworzyć kontrast lub harmonię. Jeśli będziemy mieli pecha - stworzy rozstrojony akordeon.
 Dla należytej kompozycji zdjęcia kluczowa jest rzeźba terenu i faktura. Teren gładki będzie nudny, teren zbyt urozmaicony grozi zjazdem na błocie aż do stóp małżonki, co będzie uznane za hołd dla niej tylko do momentu zauważenia, ile błota przyniesiemy na portkach.
W fotografii wiosennej obowiązuje "zasada mokrego psa": zaraz po skończeniu zdjęcia otrząsamy się z wrażenia i robimy całkiem inne, w przeciwnym wypadku na blogu będziemy wstawiać fotki kolein z błota jakby na świecie nie istniało już nic innego.

piątek, 20 marca 2015

Bobry i ich zabawki

Odkąd chodzę z Naną nad Sudół - obserwuję dzieje bobrowej kolonii i ich starcia z ludźmi.
Jeśli miałbym podsumować rozwój sytuacji to uświadamiam sobie, że ludzka głupota w tej sprawie nie popłaca. Początkowo bobry budowały niezbyt wielkie tamy i nory w wysokim brzegu. Ze względu na komory mieszkalne w norach nie mogły podnosić poziomu wody w potoczku powyżej brzegu - zresztą nie potrzebowały tego. Dwa lata temu ktoś postanowił je przepędzić i zniszczył tamy. Wystraszył bobry na tyle poważnie, że zbudowały żeremie dające lepszą ochronę przed atakiem. I tamę, która zalała obszar ok. 30x50 metrów dając dostęp do nowych apetycznych gałązek w miejsce wyciętych zarośli nad brzegiem.
Naturalnie w tym "ktosiu" zagrała krew kibica, nie będzie bober pluł mu w twarz... podpalił żeremie, rozwalił tamy, bo woda zahaczyła o skraj boiska.
I stało się jako mówi Pismo Święte: kto mieczem wojuje, temu będzie odmierzane tą samą miarką. Bobry wróciły ale na znak miłosierdzia nie podpaliły chaty "ktosia". Po prostu ulepszyły własną. Zamiast żeremia o wymiarach  2 metry wysokości i 3,5 metra średnicy postawiły chałupkę wysoką na 3 metry i szeroką na 5, położoną na wyspie między głębokimi kanałami.
A skąd wyspa i kanały?  Ano wykopały sobie kanały dające wygodny dostęp do drzew i krzaków, zrobiły naprawdę sporą tamę oraz groblę, podniosły poziom wody o półtora metra w stosunku do stanu z czasów kolonii w norach... a uzyskany stawik ma coś około hektara powierzchni.
Pod wodą znalazła się połowa boiska, dzięki czemu do listy potencjalnych zapasów jedzenia dołączyły wielkie topole i okoliczne osiki.
Warto dodać, że zalane boisko ładnie nasiąkło tworząc rozległe błotko na terenach nie zalanych.
O tak atrakcyjnej przestrzeni rozrywkowej dowiedziała się miejscowa społeczność dzików, która z entuzjazmem wzięła się tam za sport i higienę osobistą, czyli zapasy w błocie i kąpiele, o czym świadczą liczne i świeże ślady co dzień.

Nie należy się na nie o to gniewać, używają boiska nad ranem, kiedy ludziom i tak nie jest ono potrzebne. A dzięki wykonanej przez nie pracy ludzcy sąsiedzi również mogą oddawać się ulubionej dziczej dyscyplinie sportowej. Miejsca starczy dla wszystkich.
Wały ziemne wokół boiska stały się teraz półwyspami w bobrowych włościach, doskonałymi na Bobrowe Osiedle Mieszkaniowe w Norach.

Naturalnie nasyp szlag trafi, jak boberki go wydrążą.
A betonowe ogrodzenie wokół boiska diabli wezmą, kiedy tylko spadną na nie podcięte topole. Prace w tym kierunku już trwają.
Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że nad Sudołem bobry były od wielu lat, sądząc po starych norach i śladach ściętych krzaczków - może nawet od dziesięciu. Ludzie chodzili oglądać ich tamki, łazili nieświadomie po wierzchu nor i ogólnie mówiąc: trochę zakłócali spokój, przez co zwierzaki co rok przenosiły się o kilkadziesiąt metrów w górę strumienia.
Gdyby "ktosie" nie wydały im wojny, pewnie w tym roku byłyby już daleko od boiska.
Ale Wielkim Cwaniakom z piłą zachciało się wyrzucić je raz na zawsze z całego terenu, dzięki czemu przekonali gryzonie, że powyżej boiska nie ma dla nich bezpiecznego miejsca. Zrobiły zatem to, co robi każdy rozsądny gość, kiedy nie dokąd uciec a w dotychczasowej chatce nie czuje się bezpiecznie: umocniły siedzibę.
Ciąg dalszy nastąpi...









poniedziałek, 16 marca 2015

Psie wędrówki

To jeden z ostatnich wpisów tutaj na temat Nany i jej kumpli, ponieważ zdecydowałem założyć osobny blog dla nich. Ale z czysto fotograficznego punktu widzenia muszę coś powiedzieć o możliwościach, jakie daje canis familiaris czyli kundel najpospolitszy. Widocznej obok Misi nikt by nie uznał za psa rasowego na alejce w parku ale wystarczy ją wyprowadzić w pole i proszę: uszka stają, ogon się pręży a cała psotać (tak to się pisze!) nabiera elegancji z pieselencją. Swoją drogą Misia w ogóle imponuje - zwłaszcza Nanie, która uznała ją za psierowniczkę wypraw i pod jej przywództwem włazi wszędzie tam, gdzie łapy poniosą.
Poniosą ale niekoniecznie "nadążą", bo Misia ma jednak łapy dwa razy dłuższe niż Nanusia i trudno nadrobić taką różnicę w prędkości.
Kiedy oglądam te artystki w polu - zazdroszczę im. Nie tyle włażenia w każdą wodę, jaka im się spodoba - ostatecznie ja też w każdą włażę - ale zaangażowania w imprezę. No ale ja jestem od nich dużo starszy. 
W każdym razie bagienka i mokradła doskonale harmonizują z gamą kolorystyczną futerka obydwu pań. 
Właściwie nabieram ochoty, żeby spróbować akwarelki na tych tematach. 
Chyba, że wiosna przeleci tak szybko, że nie zdążę.






sobota, 14 marca 2015

Nikon


Dostałem taki mały prezent... i muszę się nauczyć używania go, bo dość znacznie odbiega od tego, co miałem do tej pory.
Przy tej okazji wyciągnąłem z kasetki stare sprzęty, odkurzyłem, pogłaskałem, przełożyłem do nowej torby trochę przydatnych drobiazgów. Dziwna rzecz: czas mija.
Moje myślenie o fotografii zaczęło się od  notowania tego, co rozpadało się na moich oczach lub mijało bezpowrotnie.
Mam jeden aparat z 1967 roku, jeden z 1972, jeden z 2004... i obecną nowość.
Już teraz pokazał mi, że możliwości ma o wiele większe niż wszystko, czym robiłem zdjęcia dawniej.
Do tego teraz mam psa, czyli codziennie jestem gdzieś w polu i mam rozmaite tematy do obróbki, nierzadko te same do obserwacji dzień po dniu.
Odkurzyłem statyw i szykuję się do akcji.
Trzeba będzie znowu brać się do nauki ale jakoś mnie to nie martwi.

poniedziałek, 17 lutego 2014

Letnio o średniowieczu

Jakoś tak parę lat temu wybraliśmy się na wycieczkę do Kościelca koło Proszowic, gdzie stoi sobie piękny romański kościół z licznymi barokowymi dodatkami. Prawdę mówiąc po przebudowie dachu żaden kościół nie wygląda na romański, ale w Kościelcu został przynajmniej oryginalny i bardzo piękny portal. Niestety - niewiele więcej, bo barok ma to do siebie, że dominuje i tyle.


Zmorą naszych czasów jest zabudowa dziedzińców kościelnych byle czym, przez co budynek dużo traci a fotograf musi kombinować jak koń pod górkę, by znaleźć jakiekolwiek całościowe ujęcie. 
Ale przynajmniej portal dało się złapać w szkło.


Z powodu nadchodzącego czyjegoś ślubu wyprawa nabrała charakteru "lizania przez szybkę" a właściwie przez solidną, zamkniętą bramę. Ale mogłem przynajmniej do woli nacieszyć się rzeźbionymi kolumnami. Romańskie kościoły często miały bogatą dekorację, z której do naszych czasów zostały reszteczki, na szczęście nawet w tej ilości nie można o nich powiedzieć "marne". 


Niestety w Polsce nie zachował się ani jeden przykład wielkiego kościoła romańskiego w nie przebudowanej formie. Można się tylko domyślać jak wyglądały, przymykając oko na późniejsze style.




Za kościołem znaleźliśmy całkiem urocze schody z piaskowca. Ciekawe na jaką skalę  używano go w XIII wieku, kiedy powstawał sam kościół. Z jednej strony to materiał dający się łatwo obrabiać, podatny na rzeźbienie, z drugiej - mało trwały. Czy budowniczy tworzący pomnik Bożej Chwały  użyłby materiału o tak małej wytrzymałości? Na pewno nie do elementów konstrukcyjnych.


Idąc ścieżką za kościół całkiem nieoczekiwanie znaleźliśmy prawdziwe góry... całkiem jak z filmu.


Były strome, skaliste i niedostępne.


A do tego miały własną Godzillę.




niedziela, 2 lutego 2014

Akademia fotografii bezproblemowej: Głogi.

Świat się znowu trochę rozmoczył, zrobiło się ogólnie buro i w zasadzie fotograf ma w tej sytuacji dwa wyjścia... a nawet trzy - jeśli uznamy nie-wyjście z domu za pierwsze wyjście z sytuacji.
Wyjście drugie polega na podkręcaniu nasyceń fotki tak, że oczy patrzącemu wypadną.
Wyjście trzecie  - to szukanie czegoś trochę kolorowego albo przynajmniej różniącego się od tła... ewentualnie szukanie obiektów burych i wymiętych w interesujący sposób.
Zawsze można tu liczyć na głóg.


O ile pada deszcz - krople wody dodadzą nieco blasku.


Jeśli nie pada - można użyć szeroko otwartej przysłony, fotografować pod światło i pograć kształtem.


Fotografowanie ze światłem za plecami pozwoli złapać kolor.
Jak się bardzo postaramy - może złapiemy katar.


Głóg ma to do siebie, że na jednym krzaku występuje w bardzo wielu konfiguracjach i bez chodzenia zbyt daleko możemy znaleźć sporo interesujących form do ćwiczenia.






Lampa błyskowa pozwala czasami wydobyć kolor, ale to dość kapryśne narzędzie.





Dopiero porównanie pokaże, czy warto błyskać.



Ale fotografowanie to też rodzaj kaprysu, więc warto spróbować.



Z całą pewnością lampa daje ciekawe efekty podczas przymrozków.




Zresztą każda rzecz wygląda ciekawie, jeśli ją trochę oszroni.



Warto też pomyśleć o wodzie i blikach światła na powierzchni.


Nawet szare deszczowe niebo stwarza pewne możliwości...


Warto popracować z planami i ostrością albo z tłumem... przyda się podczas fotografowania ludzi. W sumie - nie bardzo różnią się od głogu.


Od czasu do czasu można spróbować starą receptę Roberta Capy: Jeśli Twoje zdjęcie nie jest dobre to znaczy, że nie podszedłeś wystarczająco blisko. 
Oczywiście ryzykujemy połknięcie obiektu albo gałęzie w oku...

I na koniec najważniejsza rada:
pilnujmy, żeby podczas tych wszystkich eksperymentów pies nie umarł z nudów.