Jak zawsze o tej porze roku mam narastająca potrzebę łażenia po zaoranych polach i bawienie się tematem. Rzecz o tyle kłopotliwa, że z powodów organizacyjnych nie wstaję na tyle wcześnie, by złapać jakieś nietypowe światło czy mgłę.
Nie chodzi wcale o lenistwo (to udaje mi się czasami przezwyciężyć) ale raczej o to, że Moja Małżonka pracuje popołudniami, czyli idziemy spać późno. Jeśli zacząłbym wstawać o 5 rano, to mielibyśmy oboje po 5 godzin snu. A niestety nikt mi za zdjęcia nie zapłaci, żebym mógł obniżać naszą kondycję i wydolność w innych zajęciach w środku dnia. Jednak jak się lubi fotografię pejzażową, to lepiej mieszkać na wsi. Przy świetle dostępnym od 8.30 pozostaje mi zabawa z fakturą ziemi, czyli cieniem i nasyceniem.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pies. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pies. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 22 marca 2015
sobota, 21 marca 2015
Wiosenne fotki
W odróżnieniu od lata wiosna daje spore możliwości fotograficzne. Można aparat zamoczyć, ubłocić, potłuc obiektyw ślizgając się na malowniczej drodze albo na drodze całkiem nie malowniczej.
Wśród wiosennych tematów fotograficznych bardzo nośnym motywem jest żona. Szczególnie, kiedy znosi głupie pomysły i ciągłe czekanie aż fotograf zrobi wreszcie kolejną fotkę.
Innym wartym odnotowania wątkiem jest pies. Pies przesuwający się w terenie doskonale wzbogaca kompozycję zdjęcia i zawartość swojego futerka. Po powrocie do domu możemy wyczesać z niego liczne próbki roślin do zielnika oraz gleby dla geologów. Jeśli w rodzinie nie mamy geologów - możemy toto zamieść po prostu pod dywan.
Pracując nad umieszczeniem psa na zdjęciu absolutnie nie powinniśmy przyznawać się do posiadania cząstek jadalnych. Jeśli pies nabierze podejrzeń, że można coś u nas spożyć - będzie kręcił się wokół naszych nóg zamiast po krajobrazie.
Komponując psa wybierajmy starannie rzeźbę terenu. Pies powinien zgrać się z głównymi elementami zdjęcia i stworzyć kontrast lub harmonię. Jeśli będziemy mieli pecha - stworzy rozstrojony akordeon.
Dla należytej kompozycji zdjęcia kluczowa jest rzeźba terenu i faktura. Teren gładki będzie nudny, teren zbyt urozmaicony grozi zjazdem na błocie aż do stóp małżonki, co będzie uznane za hołd dla niej tylko do momentu zauważenia, ile błota przyniesiemy na portkach.
W fotografii wiosennej obowiązuje "zasada mokrego psa": zaraz po skończeniu zdjęcia otrząsamy się z wrażenia i robimy całkiem inne, w przeciwnym wypadku na blogu będziemy wstawiać fotki kolein z błota jakby na świecie nie istniało już nic innego.
Wśród wiosennych tematów fotograficznych bardzo nośnym motywem jest żona. Szczególnie, kiedy znosi głupie pomysły i ciągłe czekanie aż fotograf zrobi wreszcie kolejną fotkę.
Innym wartym odnotowania wątkiem jest pies. Pies przesuwający się w terenie doskonale wzbogaca kompozycję zdjęcia i zawartość swojego futerka. Po powrocie do domu możemy wyczesać z niego liczne próbki roślin do zielnika oraz gleby dla geologów. Jeśli w rodzinie nie mamy geologów - możemy toto zamieść po prostu pod dywan.
Pracując nad umieszczeniem psa na zdjęciu absolutnie nie powinniśmy przyznawać się do posiadania cząstek jadalnych. Jeśli pies nabierze podejrzeń, że można coś u nas spożyć - będzie kręcił się wokół naszych nóg zamiast po krajobrazie.
Komponując psa wybierajmy starannie rzeźbę terenu. Pies powinien zgrać się z głównymi elementami zdjęcia i stworzyć kontrast lub harmonię. Jeśli będziemy mieli pecha - stworzy rozstrojony akordeon.
Dla należytej kompozycji zdjęcia kluczowa jest rzeźba terenu i faktura. Teren gładki będzie nudny, teren zbyt urozmaicony grozi zjazdem na błocie aż do stóp małżonki, co będzie uznane za hołd dla niej tylko do momentu zauważenia, ile błota przyniesiemy na portkach.
W fotografii wiosennej obowiązuje "zasada mokrego psa": zaraz po skończeniu zdjęcia otrząsamy się z wrażenia i robimy całkiem inne, w przeciwnym wypadku na blogu będziemy wstawiać fotki kolein z błota jakby na świecie nie istniało już nic innego.
Etykiety:
bagno,
Balice,
boso,
fotografia,
kałużą,
Kraków,
krzewy,
Małopolska,
nana,
pejzaż,
pies,
Piotr Olszówka,
trawa,
wiosna
środa, 18 marca 2015
Sarna wiosenna
Jako dzieciak zaczytywałem się w literaturze myśliwskiej, nie dlatego, żeby mi imponowało zabijanie zwierząt ale raczej dla klimatu spotkań z nimi a częściowo z braku możliwości robienia im zdjęć.
Obecnie saren jest całkiem sporo a Misia i Nana mają talent do wypłaszania ich w teren, na którym nijak nie mogą ich dogonić. Zresztą, Nana ma za krótkie łapki a Misia ledwie- ledwie nadąża za sarnami przez chwilę. Gdyby miały choć małe szanse zrobienia im krzywdy, to pewnie bym to jakoś ukrócił.
W każdym razie zawdzięczam im nieco nieoczekiwanych wrażeń, takich jak spotkanie przed kilkoma dniami. Sarna wybiegła tak nagle, że Dżeki (kumpel z psiej bandy) nawet nie zdążył poderwać się do biegu ze zdumienia. Gdyby nie szybki aparat i duża matryca pozwalająca na kadrowanie - pewnie nie zdążyłbym sobie tej leśnej panny obejrzeć. Nie wygląda może zbyt elegancko w tym wyliniałym zimowym futrze, ale powiedzmy sobie szczerze: która kobieta zachowa elegancję zmieniając w biegu kożuszek na letni t-shirt?


poniedziałek, 16 marca 2015
Psie wędrówki
To jeden z ostatnich wpisów tutaj na temat Nany i jej kumpli, ponieważ zdecydowałem założyć osobny blog dla nich. Ale z czysto fotograficznego punktu widzenia muszę coś powiedzieć o możliwościach, jakie daje canis familiaris czyli kundel najpospolitszy. Widocznej obok Misi nikt by nie uznał za psa rasowego na alejce w parku ale wystarczy ją wyprowadzić w pole i proszę: uszka stają, ogon się pręży a cała psotać (tak to się pisze!) nabiera elegancji z pieselencją. Swoją drogą Misia w ogóle imponuje - zwłaszcza Nanie, która uznała ją za psierowniczkę wypraw i pod jej przywództwem włazi wszędzie tam, gdzie łapy poniosą.
Poniosą ale niekoniecznie "nadążą", bo Misia ma jednak łapy dwa razy dłuższe niż Nanusia i trudno nadrobić taką różnicę w prędkości.
Kiedy oglądam te artystki w polu - zazdroszczę im. Nie tyle włażenia w każdą wodę, jaka im się spodoba - ostatecznie ja też w każdą włażę - ale zaangażowania w imprezę. No ale ja jestem od nich dużo starszy.

W każdym razie bagienka i mokradła doskonale harmonizują z gamą kolorystyczną futerka obydwu pań.
Właściwie nabieram ochoty, żeby spróbować akwarelki na tych tematach.
Chyba, że wiosna przeleci tak szybko, że nie zdążę.

Kiedy oglądam te artystki w polu - zazdroszczę im. Nie tyle włażenia w każdą wodę, jaka im się spodoba - ostatecznie ja też w każdą włażę - ale zaangażowania w imprezę. No ale ja jestem od nich dużo starszy.


Właściwie nabieram ochoty, żeby spróbować akwarelki na tych tematach.
Chyba, że wiosna przeleci tak szybko, że nie zdążę.
niedziela, 15 marca 2015
Coś jakby wiosna...
Spacerki z psiną bardzo ożywiają wyobraźnię.
Ale i tak nic się nie równa z prawdziwymi niespodziankami.
Od ubiegłego roku kibicuję bobrom w ich starciu z piłkarzami. Nie mam nic przeciw ludziom grającym w piłkę (to kibiców nie lubię) ale nad Sudołem zdecydowanie przegięli, kiedy podpalili żeremie i zniszczyli tamy wraz z zaroślami stanowiącymi spiżarnię dla zębatych budowlańców. Bobry odpowiedziały tak jak potrafią, czyli wzięły się do roboty i odbudowały co ich. Tyle tylko, że z większym rozmachem - kiedyś miały głębszą i szerszą rzeczkę, dzisiaj zrobiły sobie półhektarowy zalew. Będę jeszcze o tym pisał, bo temat mimo wszystko bywa zabawny.
Niezależnie od bobrów nad Sudołem w porze psiego spaceru mam na ogół ciekawą perspektywę powietrzną.
Dzięki niezłym szkłom w Nikonie łapię to o wiele lepiej niż kiedyś. W czasach, kiedy używałem Mumiyi do takich tematów, miałem mało czasu na wycieczki, nie miałem samochodu ani psa, co bardzo zmniejszało mi mobilność.
Życie jednak toczy się naprzód i daje nowe możliwości. I niech mi ktoś powie, że nie ma postępu na świecie.
Ale i tak nic się nie równa z prawdziwymi niespodziankami.
Od ubiegłego roku kibicuję bobrom w ich starciu z piłkarzami. Nie mam nic przeciw ludziom grającym w piłkę (to kibiców nie lubię) ale nad Sudołem zdecydowanie przegięli, kiedy podpalili żeremie i zniszczyli tamy wraz z zaroślami stanowiącymi spiżarnię dla zębatych budowlańców. Bobry odpowiedziały tak jak potrafią, czyli wzięły się do roboty i odbudowały co ich. Tyle tylko, że z większym rozmachem - kiedyś miały głębszą i szerszą rzeczkę, dzisiaj zrobiły sobie półhektarowy zalew. Będę jeszcze o tym pisał, bo temat mimo wszystko bywa zabawny.


Życie jednak toczy się naprzód i daje nowe możliwości. I niech mi ktoś powie, że nie ma postępu na świecie.
piątek, 27 czerwca 2014
Kocie objawienia, psie myśli
piątek, 30 maja 2014
Psi-konka czyli ikonka Nany

No cóż, trudno.
Powinienem robić to tak szybko, jak szybko Nana zjada mysz upolowaną nielegalnie...

Etykiety:
fizyka psa,
ilustracja,
nana,
pies
piątek, 9 maja 2014
Nana, Puma i testowanie...
Próbuję przetestować umieszczanie na blogu filmów bezpośrednio z youtuba. Udało się... Cóż, gdyby tak jeszcze ludzie to oglądali, byłoby w ogóle super.
Nana i Puma tak lubią uwerturę do Wilhelma Tella, ze nie mogę puszczać tego z dźwiękiem nawet dla sprawdzenia, bo przylatują i chcą się bawić. Kiedyś zaczęliśmy używać tej melodii jako sygnału wywoławczego do zabawy laserkiem... no i stało się. A one są takie śmieszne podczas gonitwy za światłem, że trudno utrzymać kamerę.
czwartek, 8 maja 2014
Fizyka Psa - jak przerabiam psa na piesa.
Nie ma lekko w życiu.
Do "Fizyki Psa" potrzebuję sporo obrazków o psiej tematyce, w tym celu muszę je narysować. Biorąc pod uwagę rolę Nany w powstaniu książki - to ona powinna być na obrazkach.
Tak się jednak składa, że moja psia współautorka ciągle się wierci a jeśli już leży spokojnie, to zazwyczaj leży na plecach.
Nie ma rady, muszę rysować z fotki.
Rysowanie z fotki to słaby interes, obiektyw rejestruje obraz inaczej niż oko, do tego nie selekcjonuje elementów istotnych i spłaszcza bryłę.
Jeśli dodamy do tego fakt, że z nadmiaru nadmiarów psu się spłaszczyły plecy to nadchodzi czas płaskich dowcipów.
Tylko, że Nanusia jest zbyt prostolinijna na aluzje i dowcipy, więc nie ma się co rozmieniać. Trzeba pogłaskać, co jest do pogłaskania i narysować ile można.
Główny kłopot rysowaniem Nanusi polega na tym, że na każdym zdjęciu wygląda inaczej a w rzeczywistości jeszcze inaczej.
Taki jest los psów miniastych i kłapciatych.
A do książki potrzebuję Nanusi jako ikonki... czyli muszę narysować ją wiele razy na różne sposoby i wyłapać esencję nanusiowatości i pieselencji.
I to w sytuacji, gdy rzeczony Pies włazi pod kanapę ile razy chcę ją sobie obejrzeć.
No, nie ma lekko w życiu i już.
"Pieselencja to psia energia wewnętrzna odpowiedzialna za zdolność psa do cieszenia się z bycia psem tu i teraz.
To energia o dobroczynnym wpływie na otoczenie, ponieważ pies, który zgromadzi odpowiednio wysoki pieselencjał, promieniuje niczym polska elektrownia atomowa, z tą jednak różnicą, że z napromieniowania pieselencją człowiek odnosi korzyść.
Stopień napromieniowania pieselencją możemy określić bez specjalistycznych przyrządów: jeśli nastrój psa udziela się ludziom, to znaczy, że korzystamy z promieniowania tak, jak trzeba. Odpowiednio doładowana Nana biega jak szalona w kółko i szczeka, co udziela się otoczeniu i po chwili wszyscy wokół zaczynają biegać po śniegu, łapać się a czasem nawet szczekać i gryźć w ogon. Podczas takich zajęć człowiek gubi sporo codziennych zmartwień a to przecież bez psa stanowi poważny problem. Wchłonięcie dużej dawki pieselencji to najlepszy sposób, żeby zejść na psy właściwą drogą.
Trwające badania wciąż nie pozwoliły poznać natury pieselencji, jednak już udało się zgromadzić na jej temat pokaźną ilość użytecznych obserwacji.
Okazało się, że najlepszym narzędziem do mierzenia poziomu pieselencji jest sam pies. Posiada sporo znakomitych i łatwych do odczytania wskaźników, dzięki czemu łatwo rozpoznać jego pieselencjał, czyli zgromadzony ładunek energetyczny."
Do "Fizyki Psa" potrzebuję sporo obrazków o psiej tematyce, w tym celu muszę je narysować. Biorąc pod uwagę rolę Nany w powstaniu książki - to ona powinna być na obrazkach.
Tak się jednak składa, że moja psia współautorka ciągle się wierci a jeśli już leży spokojnie, to zazwyczaj leży na plecach.
Nie ma rady, muszę rysować z fotki.
Rysowanie z fotki to słaby interes, obiektyw rejestruje obraz inaczej niż oko, do tego nie selekcjonuje elementów istotnych i spłaszcza bryłę.
Jeśli dodamy do tego fakt, że z nadmiaru nadmiarów psu się spłaszczyły plecy to nadchodzi czas płaskich dowcipów.
Tylko, że Nanusia jest zbyt prostolinijna na aluzje i dowcipy, więc nie ma się co rozmieniać. Trzeba pogłaskać, co jest do pogłaskania i narysować ile można.
Główny kłopot rysowaniem Nanusi polega na tym, że na każdym zdjęciu wygląda inaczej a w rzeczywistości jeszcze inaczej.
Taki jest los psów miniastych i kłapciatych.
A do książki potrzebuję Nanusi jako ikonki... czyli muszę narysować ją wiele razy na różne sposoby i wyłapać esencję nanusiowatości i pieselencji.
I to w sytuacji, gdy rzeczony Pies włazi pod kanapę ile razy chcę ją sobie obejrzeć.
No, nie ma lekko w życiu i już.
"Pieselencja to psia energia wewnętrzna odpowiedzialna za zdolność psa do cieszenia się z bycia psem tu i teraz.
To energia o dobroczynnym wpływie na otoczenie, ponieważ pies, który zgromadzi odpowiednio wysoki pieselencjał, promieniuje niczym polska elektrownia atomowa, z tą jednak różnicą, że z napromieniowania pieselencją człowiek odnosi korzyść.
Stopień napromieniowania pieselencją możemy określić bez specjalistycznych przyrządów: jeśli nastrój psa udziela się ludziom, to znaczy, że korzystamy z promieniowania tak, jak trzeba. Odpowiednio doładowana Nana biega jak szalona w kółko i szczeka, co udziela się otoczeniu i po chwili wszyscy wokół zaczynają biegać po śniegu, łapać się a czasem nawet szczekać i gryźć w ogon. Podczas takich zajęć człowiek gubi sporo codziennych zmartwień a to przecież bez psa stanowi poważny problem. Wchłonięcie dużej dawki pieselencji to najlepszy sposób, żeby zejść na psy właściwą drogą.
Trwające badania wciąż nie pozwoliły poznać natury pieselencji, jednak już udało się zgromadzić na jej temat pokaźną ilość użytecznych obserwacji.
Okazało się, że najlepszym narzędziem do mierzenia poziomu pieselencji jest sam pies. Posiada sporo znakomitych i łatwych do odczytania wskaźników, dzięki czemu łatwo rozpoznać jego pieselencjał, czyli zgromadzony ładunek energetyczny."
Fizyka Psa
niedziela, 4 maja 2014
Nana vs Puma - pierwszy film z udziałem gwiazd...
Mam dwa stałe powody do śmiechu na co dzień: jeden ma na imię Nana a drugi Puma. Obie są artystkami scenicznymi z powołania, codziennie dają przedstawienia, niestety zazwyczaj w kiepskim świetle uniemożliwiającym filmowanie.
Ale po latach prób odważyłem się wreszcie zmontować pierwszy film z nimi i czuję się jakbym był Ingmarem Bergmanem. Co najmniej...
A zatem zapraszamy na film!
Nana kocha Pumę!
czwartek, 7 listopada 2013
Co w kałuży piszczy?
Złożyło się w moim życiu tak śmiesznie, że jako nastolatek miałem mało okazji do podróży i mnóstwo pomysłów na wyprawy. Zamiast nich - łaziłem na spacery z psem, co skutecznie uczyło cieszenia się tym, co jest pod ręką... i uważnego patrzenia.
Ale dopiero jako dorosły facet odkryłem takie dziecięce przyjemności, jak włażenie do kałuży.
Kałuże to coś kapitalnego, bardzo łatwo dokonywać w nich nieoczekiwanych odkryć, głównie dlatego, że nikt się nimi nie interesuje i szybko znikają. Nie da się wejść dwa razy do tej samej kałuży, jak mawiał pewien grecki filozof.
Za to można znaleźć tego samego psa w różnych kałużach.
Poza tym w kałuży pojawiają się fragmenty pejzażu miejskiego, którego nie sposób zobaczyć inaczej.
A kałuże w okolicy występowania bobrów stają sie istnymi dziełami inżynieryjnymi.
Ale jedno jest pewne: żeby cokolwiek znaleźć w kałuży, najpierw trzeba się w niej znaleźć samemu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)