czwartek, 17 września 2015

Powrót do normalnego toku dnia.

Najtrudniej jest wrócić do normalnego rytmu dnia czy tygodnia, jeśli przed zmianą nie miło się takiego rytmu. Wtedy to już nie powrót tylko podróż. 
No cóż, powoli będę sobie to wszystko ustawiał. 
Wkrótce ruszy moja strona, której zrobienie odkładałem bardzo długo... i oby ruszyła jak Jurgis Kairis na obrazku obok.
Na razie mam całkiem sporo zdjęć do publikacji, prac remontowych, ilustracji do zrobienia, i takich tam. Nadchodzi wydanie Krainy Zapomnianych Zabawek (odkryłem, że jest film pod tym tytułem ale całkiem o czymś innym - znak, że droga od napisania do wydania książki trwa zbyt długo). 
Poza tym w TV ABC czytano moją bajkę o kocie w bucie Czarnego Pirata z antologii świerszczyka - a ja nie miałem TV i nie wiem, jak to wyszło.
No cóż... TV nie jest mi jakoś specjalnie potrzebna. 


piątek, 29 maja 2015

Wielka Księga Świerszczyka... czyli: pochwalę się!

No pochwalę się i już. Przyszła. W niej 6 Kotków Mamrotków i dwie moje tekstowe bajki. Co prawda "Kota w bucie" zamieszczono w wersji skróconej, która poszła w "Świerszczyku" a wersja dłuższa była bardziej barwna i chyba fajniejsza... ale te ilustracje do niej są super.
Czytam sobie recenzje tej antologii, wspominam różne rzeczy, patrzę na nazwiska, obok których się znalazłem na liście autorów i tak sobie myślę, że świat jest zabawny.
Jak mówi Asia Czapla: kocham życie.
Bo życie ma poczucie humoru :-)

środa, 1 kwietnia 2015

W wielkim mieście...

Skorzystałem z okazji i zrobiłem kilka wyżowych fotek starego Krakowa. 
 Od dawna nie robiłem takich zdjęć, więc była to czysta zabawa.
Kiedyś zrobiłem serię fotek do gry miejskiej, gracze mieli znaleźć obiekt. Okazało się to karkołomnym zadaniem.
Postanowiłem zagrać w to sam.

Ale nie znalazłem się na zdjęciu.

sobota, 28 marca 2015

Wiosna w toku

Stosownie do pory roku  podczas kolejnego spacerku z Naną w Balicach i Szczyglicach postanowiłem sprawdzić, czy rzeczywiście jest wiosna. 
Pączki - są na drzewach. 
Czy w jajkach są pisklęta - nie wiem, ale wrony coś na pewno robią przy gniazdach, bo jak podniosłem obiektyw w górę, to ledwie uniknąłem zbombardowania. Poza tym coraz więcej rzeczy kwitnie.
Czasami to nawet za nic nie wiem, jak fotografować. Zdaje się, że robię za dużo zdjęć.
A fotograf w epoce cyfryzacji powinien przede wszystkim nauczyć się, kiedy zdjęcia nie robić.
W przeciwnym razie ma zadanie Kopciuszka: oddzielić zdjęcia dobre od lepszych i od przyzwoitych przy ilościach rzędu 400 fotek dziennie.
W każdym razie przyroda jest lekko niedorozwinięta, nawet samoloty jakieś takie niecałkowite latają.


Młynówkowe wrażenia

Wieczorne spacery z Naną wymuszają eksperymenty ciągle z tym samym terenem. Z drugiej strony - coś się zmienia.
Celowo zrobiłem kilka zdjęć, żeby złapać bliki w szkło, zastanowię się, czy da się je jakoś wykorzystać.
Z drugiej strony - z całą pewnością da się coś z nimi zrobić przy pomocy filtrów w aparacie. Na przykład można kumpla przy stacji benzynowej przerobić na człowieka idącego przez Nowy York...

piątek, 27 marca 2015

Kraina Zapomnianych Zabawek - Bartek i Chlorofil nadchodzą

 Pracuję dość intensywnie nad "Krainą". Na zaostrzenie apetytu wstawiam kilka obrazków do tej historii.

Trąbalski jest barmanem w hotelu "Pod Psem" i właścicielem miejscowego składu porcelany. 



Dmuchany Wieloryb pochodzi z Importu (to taki port niedaleko Ex-portu) a na tym obrazku toczy walkę z Bratkiem. Było nie tyle gorąco co mokro.








Romantyczny Puchacz w poszukiwaniu Miłości studiuje bibliotekę romansów aby odnaleźć Sowę swego serca - piękną, tajemniczą i pierzastą.


A więcej to już chyba w książce...





czwartek, 26 marca 2015

Dużo drzew


Wyprowadziliśmy z Naną Nikona na spacer i dla kawału postanowiłem fotografować drzewa.
Kawał polega na tym, że sfotografowałem jedno drzewo. Ale za to ile miało detali...

Nie przypadkowo zostało pomnikiem przyrody. 

 
Dawno temu pewien reżyser nakręcił film pt. "Legend of white horse". Film mnie zainteresował z kilku powodów. Po pierwsze zrobiono go z mikroskopijnym budżetem i to było widać. Dalej: Kłodzko i Góry Stołowe zagrały egzotyczny kraik zagubiony diabli wiedzą gdzie. Mimo małego budżetu i całkowitego braku gwiazd film nie był nic gorszy od przeciętnego niezłego filmu fantasy. 
Fabuła była prosta i można powiedzieć: typowa. Naukowiec samotnie wychowujący syna przyjeżdża aby przygotować raport na temat koncesji górniczej. Wplątuje się w skomplikowaną sytuację lokalną, kłopoty swojej gospodyni (którą wszyscy podejrzewają o bycie czarownicą) z adoptowaną niewidomą córką i takie tam. Niewidoma dziewczyna przyjaźni się z białym koniem wędrującym samotnie po górach. Ponieważ raport zawiera negatywną opinię na temat inwestycji wydobywczych - lokalna szycha wysyła zbirów. Biały koń okazuje się jednak legendarnym smokiem i zamienia ich w drzewa itd. Niuansów i komplikacji w tej opowieści było całkiem sporo, film oglądało się przyjemnie.
Pomysłowe kostiumy i odpowiedni dobór aktorów nadał tej historyjce trochę klimatu ale prawdziwymi bohaterami były drzewa, skały i korzenie w Górach Stołowych. 
Zabawnie było na Młynówce Królewskiej w środku Krakowa znaleźć drzewo, które ma korę do złudzenia przypominającą skórę smoka z tego filmu.